Rozdział III.1

STAN WOJENNY W POLSCE
(od 13 grudnia 1981 do 22 lipca 1983)

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego rozpoczęto już w sierpniu 1980. W październiku sporządzono pierwszą listę osób przewidzianych do internowania i była aktualizowana w kolejnych miesiącach.(39)

***
/Źródło: – AIPN Łd,271/13, k.5-6/.
„Akceptuję“                                                                           Warszawa, dnia …27 października 1981r.
B.[ogusław] Stachura [podpis nieczytelny]                                                             [wpisano odręcznie]                                                                                                                           Tajne spec. znaczenia                                                                                                                                                                   Egz. nr….31…[wpisano odręcznie]

 Instrukcja operacji krypt. „Klon“
I. Postanowienia wstępne.
1. Operacja „Klon“ dotyczy przeprowadzenia rozmów ostrzegawczych, po wprowadzeniu stanu wojennego z osobami wytypowanymi przez jednostki operacyjne Służby Bezpieczeństwa.
2. Przeprowadzenie rozmów, ma na celu skłonienie osób, z którymi zostaną przeprowadzone, do zaniechania działalności zagrażającej bezpieczeństwu państwa w warunkach stanu wojennego, w tym poprzez pozyskanie do współpracy operacyjnej ze Służbą Bezpieczeństwa, dezintegrację środowisk, w których prowadzona jest szkodliwa politycznie działalność oraz demaskowanie zamierzeń i działań politycznego przeciwnika.
3. W rezultacie rozmowy, uznając, że spowoduje ona zaniechanie działalności zagrażającej bezpieczeństwu państwa lub że stosowanie środków, o których mowa w pkt. 4 nie jest celowe, należy przyjąć oświadczenie o zobowiązaniu do przestrzegania porządku prawnego (druki przesłano do KW MO).
4.   Jeżeli w rezultacie rozmowy uzna się, że nie spowoduje ona zaniechania działalności zagrażającej bezpieczeństwu państwa w warunkach stanu wojennego, osoba wezwana na rozmowę podlega internowaniu. Decyzję o internowaniu podejmie komendant wojewódzki MO, na podstawie przepisów dekretu o stanie wojennym.

II.  Organizacja przygotowań i przebiegu rozmów ostrzegawczych.
Etap I – przygotowawczy. 
1. Osoby, z którymi przeprowadzone zostaną rozmowy, typują jednostki operacyjne Służby Bezpieczeństwa. Wykaz osób podlega okresowej aktualizacji, nie rzadziej niż dwa razy w miesiącu.
2. Do przeprowadzenia rozmów, należy wyznaczyć inspektorów operacyjnych i śledczych KW MO, członków aktywu partyjnego i – jeżeli jest to uzasadnione – aktywu ZSMP, działającego w KW MO. Dokonując doboru funkcjonariuszy w celu przeprowadzenia rozmów z konkretnymi osobami, należy w szczególności uwzględnić przynależność zawodową osób, poziom wykształcenia i wiek.
3. Jednostka operacyjna, która wytypowała osobę do przeprowadzenia rozmowy, przygotowuje plan rozmowy, uwzględniający podstawowe okoliczności, które winny być podniesione w rozmowie, w szczególności dane o udziale tej osoby w działalności zagrażającej bezpieczeństwu państwa oraz dane personal-ne i o sytuacji rodzinnej.
4.  Komendant wojewódzki MO wyda polecenie przygotowania i zatwierdza plan wykonania operacji „Klon“, przez podległe mu komórki organizacyjne KW MO, uwzględniający:
– wykaz osób, z którymi prowadzone będą rozmowy ostrzegawcze;
– wykazy funkcjonariuszy, którzy będą prowadzić rozmowy;
– określenie sposobu wezwania na rozmowę i funkcjonariuszy, którzy dokonają doprowadzenia oraz miejsc prowadzenia rozmów;
– tryb przedstawienia wniosków wynikających z przeprowadzenia rozmowy i podejmowania decyzji w sprawie internowania lub zwolnienia;
– organizacja transportu osób, które w rezultacie rozmów zostały internowane – do ośrodków odosobnienia.

Etap II – realizacja.
1. Rozmowy ostrzegawcze prowadzić należy w siedzibie komendy wojewódzkiej lub innych jednostek-organizacyjnych MO. W ciągu pierwszego dnia operacji winny się one odbyć z większością wytypowanych osób.
2.  Osoby wytypowane do rozmów wzywa się do stawienia w siedzibie jednostki MO, wyznaczonej  w planie operacji. Jeżeli z posiadanego rozpoznania operacyjnego wynika, że wytypowana osoba nie będzie uchylała się od stawiennictwa – można dokonać wezwania telefonicznie, poprzez funkcjonariusza MO, bądź pisemnie. Inne osoby doprowadzają na rozmowy umundurowani funkcjonariusze MO.
3.  W toku rozmowy wskazać należy na okoliczności charakteryzujące działalność zagrażającą bezpieczeństwu państwa, wyjaśniać, że działalność ta jest sprzeczna z porządkiem prawnym i uprzedzić, że w wypadku jej nieponiechania może skutkować zastosowanie[m] środków represyjnych.
4.  Z rozmowy sporządzić należy notatkę, która – obok relacji z przebiegu rozmowy – zawierać winna wnioski w przedmiocie dalszego postępowania – stosownie do pkt. 3 i 4 rozdziału I Instrukcji.

***
/Źródło: AIPN Łd, pf 86/14, t.2/karta: 122-135/     
Komenda Wojewódzka MO w Łodzi                                                                            Łódź, luty 1983
Wydział Śledczy SB                                                                                                  Tajne spec.znaczenia Egz. Nr 1                                                      [wpis.odręczny]      

Koncepcja planistyczna i przebieg akcji internowań w województwie m. łódzkim.

[…] II. Opracowanie założeń do planu akcji internowań.
W oparciu o wymienione wnioski „o izolację osoby“, wydziały operacyjne KWMO w Łodzi zgłosiły do Wydziału Śledczego łącznie 107 osób podlegających internowaniu, w następującym układzie:
Wydział II   –   11,
Wydział III –   60,
Wydział IV –     8,
Wydział V  –   28,
Na bazie tych wielkości zespół planujący akcję przystąpił do szczegółowej analizy otrzymanego zadania, celem wypracowania odpowiednich założeń jego realizacji. Dla zorientowania się w układzie sytuacyjnym, na szczegółowy plan województwa miejskiego łódzkiego naniesiono miejsca zamieszkania lub pobytu osób wytypowanych do internowania. Pozwoliło to dokonać podziału województwa na dwa rejony, w których powinny działać siły biorąć w akcji tj. Rejon „północny“ z bazą umieszczoną w KW MO w Łodzi oraz Rejon „południowy“ z bazą usytuowaną w pomieszczeniach KD MO Łódź-Polesie. Wytypowanie wymienionych jednostek jako baz, w których będą działały nasze siły, wynikało z ich centralnego położenia w stosunku do poszczególnych miejsc zamieszkania lub pobytu osób podlegających internowaniu.
W konsekwencji, miało to wpłynąć bezpośrednio na szybkość działania i maksymalne skrócenie czasu akcji. Do realizacji planowanego przedsięwzięcia postanowiono użyć siły i środki MO i SB garnizonu  łódzkiego z wyłączeniem ZOMO, BCP i WRD, wychodząc z założenia, iż w przypadku ogłoszenia stanu wojennego, jednostki te nie powinny być rozproszone. Mając na uwadze szybkość i skuteczność planowanej akcji, po zbadaniu możliwości transportowych, podjęto decyzję użycia do działań także samochodów prywatnych funkcjonariuszy, którzy wrazili zgodę na wykonanie zadania  służbowego własnym pojazdem.
Na mocy decyzji Biura Śledczego MSW w Warszawie, osoby internowane winny zostać umieszczone w wyznaczonych centralnie ośrodkach odosobnienie. W naszym przypadku, w zakładach karnych w Sieradzu   i Łęczycy.[…] Na realizację tego etapu zaplanowano czas 4 godzin. Łącznie dla wyszczególnionych etapów przeprowadzenia akcji specjalnej bilans czasowy zamknięto wielkością 11 godzin. W oparciu o tak sformułowaną koncepcję, dokonano rozliczenia sił i środków niezbędnych do zrealizowania zadania. Jak ustalono łączna ich wielkość winna wynieść:   
–  siły ludzkie – 778 funkcjonariuszy;
–  transport     – 249 samochodów osobowych i 4-5 samochodów więźniarek;
–  łączność     –  stała przewodowa – telefony wewnętrzne, 2 radiostacje bezprzewodowe łączące kierownictwo akcji z rejonem bazą KDMO Łódź-Polesie, jako zabezpieczenie awaryjne.

III.   Postanowienia końcowe.
1. Jeżeli po wprowadzeniu stanu wojennego, operacja „Klon“ realizowana jest bez jednoczesnego zarządzenia operacji „Wrzos“ – rozmowy ostrzegawcze przeprowadzić należy w trybie określonym w niniejszej Instrukcji, również z osobami wytypowanymi do objęcia akcją „Wrzos“.
2. Osoby, z którymi przeprowadzono rozmowę ostrzegawczą i które złożyły oświadczenia o lojalności, podlegać winny kontroli operacyjnej jednostek Służby Bezpieczeństwa. W przypadku stwierdzenia, że prowadzą one działalność zagrażającą bezpieczeństwu państwa, osoby te należy internować w ośrodku odosobnienia.
3.  Pracę operacyjną w ośrodku odosobnienia organizuje i prowadzi się wg zasad określonych w piśmie dyrektora Biura Śledczego MSW nr J-0019/81/M z dnia 8 lutego 1981.
4.  O przebiegu i wynikach operacji „Klon“ informować należy według zasad przewidzianych dla operacji „Wrzos“ (pismo dyrektora Biura Śledczego MSW nr J-00124/81/M z dnia 5 października 1981) z tym, że informacje o przebiegu operacji, do chwili jej zakończenia, przekazywać należy codziennie w godz. 12.00, 18.00 i 24.00. […].

12 XII 1981.
Godzina 16.50 – z[astępca] komendanta wojewódzkiego MO ds. Służby Bezpieczeństwa powiadamia kierownika akcji o konieczności przybycia do jednostki;
Godzina 17.20 – z[astępca] komendanta wojewódzkiego MO ds. SB informuje kierownika akcji o otrzymaniu decyzji sztabu MSW w zakresie przystąpienia do wykonania zadania internowań podając godz. „0“, jako czas jej rozpoczęcia;
Godzina 17.50 – kierownik sztabu KW MO w Łodzi, wydaje polecenie oficerom dyżurnym MO i SB, o uruchomieniu systemu alarmowego, opracowanego dla potrzeb akcji internowań, a znajdującego się w stałej ich dyspozycji;
Godzina 18.00 – kierownik akcji udaje się do miejsca swego urzędowania i uruchamia system alarmowy dla podległych sobie funkcjonariuszy; Godzina 19.30 – kierownik sekcji dokonuje odprawy dla kierowników rejonów-baz, sekcji odbioru internowanych, kierowników sekcji osadzania i oficerów łącznikowych;
Godzina 20.05 – komendant wojewódzki MO podpisuje nakazy zatrzymań i decyzje o internowaniu wy-typowanych osób oraz imienne upoważnienia dla kierowników sekcji osadzeń, udających się do zakładów karnych w Łęczycy i Sieradzu;
Godzina 21.00 – kierownicy rejonów sekcji odbioru internowanych po odebraniu dokumentów wykonawczych udają się w miejsca swojego działania;
Godzina 21.05 – kierownicy sekcji osadzeń udają się samochodami służbowymi do zakładów karnych w Łęczycy i Sieradzu, celem zorganizowania ośrodków odosobnienia i zameldowania o gotowości przyjęcia internowanych;
Godzina 21.20 – oficerowie łącznikowi wyposażeni w imienne listy internowanych, udają się do komend dzielnicowych MO Łódź-Śródmieście, Łódź-Bałuty, Łódź-Górna i Łódź-Widzew;
Godzina 21.30 – Wydział Łączności instaluje, w rejonie-bazie KDMO Łódź-Polesie i pomieszczeniu kierownika akcji, radiostację zabezpieczającą łączność bezprzewodową na wypadek awarii łączności telefonicznej wewnętrznej;
Godzina 22.00 – kierownicy rejonów meldują kierownikowi akcji gotowość do wykonania zadania. Takie same meldunki, składają oficerowie łącznikowi;
Godzina 22.45 – na polecenie kierownika akcji kierownicy rejonów-baz i oficerowie łącznikowi z godziną 23.00 rozpoczynają odprawy z funkcjonariuszami biorącymi udział w akcji, wydają im dokumenty wykonawcze;
Godzina 23.00 – kierownik akcji składa komendantowi wojewódzkiemu MO meldunek o przystąpieniu do  odprawy w rejonach-bazach. Jednocześnie powiadamia, iż do godz.22.45 zgłosiło się 70 proc. Stanu osobowego wyznaczonego do zadań;
Godzina  23.30 – sieć telefoniczna województwa miejskiego łódzkiego przestaje funkcjonować. Początek operacji „Azalia”. Jej celem: zajęcie (wspólnie z żołnierzami WP) obiektów Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowanie środków łączności.
Godzina 23.45 – kierownicy rejonów zgłaszają gotowość do rozpoczęcia akcji. Oficerowie łącznikowi meldują o zakończeniu odpraw i skierowaniu patroli funkcjonariuszy w wyznaczone rejony działań;
Godzina  23.55 – kierownik akcji melduje komendantowi wojewódzkiemu MO o gotowości do działań;
Godzina    0.00 – kierownicy rejonów uruchamiają sekcję zatrzymań;

   Godzina  0.10 – kierownik rejonu bazy „Południe“, melduje o zatrzymaniu pierwszej osoby;

Telegram 1:
„Do szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni F. Siwickiego,
Nr IB00727/81
Data 12 grudnia 1981. 
„Uprzejmie proszę o spowodowanie wydania polecenia, aby siły wojskowe były w gotowości do wykonania akcji krypt. „Azalia”, w dniu 12.12, godz. 23.30. Zainteresowani dowódcy jednostek wojskowych proszeni są o nawiązanie w tej sprawie kontaktu z właściwymi komendantami wojewódzkimi MO”. 
Gen.broni Kiszczak.

Telegram 2:
„Do Komendantów Wojewódzkich MO.
Towarzyszu Komendancie! Rozkazuję wykonanie  wykonanie akcji „Synchronizacja”.
1. Zapadły odpowiednie decyzje. Ogłoszenie nastąpi 13.12.81 o godz. 6.00, przez radio w programie pierwszym.
2. Polecam podjąć przygotowanie i realizację operacji kryptonim „Azalia” [blokada komunikacji i telekomunikacji] w dniu 12.12.81 o godz. 23.30, a o godz. 24, to jest godzinę później, akcję kryptonim „Jodła” [internowania] i następnie „Klon” [rozmowy ostrzegawcze].
3. Tam gdzie są warunki, akcją „Jodła” objąć siedziby Regionów [NSZZ „S”], przejmując dokumenty i unieruchamiając urządzenia poligraficzne – bez niszczenia.
4. Operację w stosunku do obiektów radiowo-telewizyjnych wykonać o godz. 24.00 w dniu 12.12.81 zgodnie z planem.
Przypominam o zachowaniu bezwzględnej tajemnicy”
Gen. broni Kiszczak.

13 XII 1981
Godzina  1.05 – kierownicy sekcji osadzania przebywający w zakładach karnych w Łęczycy i Sieradzu, meldują o gotowości przyjęcia internowanych;
Godzina 1.10 – oficer łącznikowy działający w KDMO Łódź-Śródmieście melduje, iż z Zarządu regio-nalnego NSZZ „Solidarność“ wyjechał samochód z czterema osobami. Został zablokowany, a jego pasaże-rowie zatrzymani (jedna z tych osób została internowana);
Godzina 2.20 – kierownicy sekcji osadzeń działający w ZK w Łęczycy i Sieradzu, meldują o przyjęciu pierwszych transportów internowanych;
Godzina 5.00 – kierownicy rejonów baz meldują o zakończeniu akcji internowań i utrzymaniu zasadzki w miejscu zamieszkania [wpisano odręcznie nad przekreślonym maszynowo, nieczytelnym wyrazem], jednej niezatrzymanej osoby;
Godzina 5.30 – kierownik akcji składa komendantowi wojewódzkiemu MO meldunek o jej zakończeniu. W dalszym ciągu jedna osoba niezatrzymana – zasadzka w miejscu jej zamieszkania utrzymana do godziny 14.00 (wynik negatywny);
Godzina 6.00 – kierownicy rejonów baz z udziałem funkcjonariuszy SB KWMO rozpoczynają akcję    rozmów profilaktyczno-ostrzegawczych. W jej wyniku komendant wojewódzki MO wydaje decyzję o dal-szych internowaniach. Zarządzenie nr 061/81 powołuje do życia grupę śledczą działającą do dnia 4 I 1982 […].
Wyk. 4 egz.                                                             
Kpt.mgr A.[polinary] Jakubowski  
Opr. AJ Dr.KD 
Stempel: Naczelnik Wydziału Śledczego KW MO w Łodzi
[nieczytelny podpis] 

***
/Źródło: Archiwum Centralnego Zarządu Zakładów Karnych, 98/7, mps./

Zarządzenie nr. 50 /81/CZZK (nr wpisany odręcznie)
Ministra Sprawiedliwości  z dnia 13 grudnia 1981. W sprawie utworzenia ośrodków odosobnienia.   

Na podstawie art.45 ust.1. Dekretu z dnia 12 grudnia 1981. o stanie wojennym /DzU Nr 29 poz.154/ zarządza się, co następuje:    
                                                                          §1.  
Tworzy się ośrodki odosobnienia w:
– Białej Podlaskiej
– Białymstoku
– Cieszynie w woj.bielskim
– Bydgoszczy-Fordonie i Potulicach w woj.bydgoskim
– Chełmie, Krasnymstawie i Włodawie w woj.chełmskim
– Lublińcu w woj.częstochowskim
– Gdańsku oraz Juracie i Strzebielinku w woj.gdańskim
– Gorzowie Wlkp. w woj.kaliskim
– Bytomiu, Jastrzębiu Zdroju, Raciborzu, Sosnowcu i Zabrzu w woj.katowickim
– Kielcach
– Jaworze [nazwa wpisana odręcznie nad przekreślonym tekstem] i Wierzchowie w woj.koszalińskim
– Krakowie przy ul.Montelupich 7
– Uhercach w woj. krośnieńskim
– Głogowie w woj.legnickim
– Łodzi, przy ul.Kraszewskiego 1/5
– Iławie, Ostródzie w woj.olsztyńskim
– Opolu oraz Grodkowie i Strzelcach Opolskich przy ul.Świerczewskiego 3, w woj.opolskim
– Wronkach w woj.pilskim
– Łęczycy w woj.płockim
– Poznaniu i Gębarzewie w woj.poznańskim
– Radomiu
– Rzeszowie-Załężu
– Promnik woj.siedleckie ( wpisane odręcznie nad przekreślonym tekstem)
– Sieradzu
– Łowiczu w woj.skierniewickim
– Suwałkach
– Goleniowie i Kamieniu Pomorskim w woj.szczecińskim
– Nisku w woj. Tarnobrzeskim
– Świdnicy w woj. Wałbrzyskim
– Włocławku
– Warszawie przy ul. Ciupagi 1 oraz przy ul.Chłopickiego 71a
– Wrocławiu przy ul. Klęczowskiej 31
– Zielonej Górze.
                                                                             §2
Ośrodki odosobnienia są tworzone jako samodzielne jednostki organizacyjne lub jako odrębne oddziały w zakładach karnych, aresztach śledczych i ośrodkach przystosowania społecznego.

                                                                             §3
Zadania w zakresie wykonywania internowania w ośrodkach odosobnienia spełnia Służba Więzienna.
                                                                             §4
Zarządzenie wchodzi w życie z dniem podpisania. 
W porozumieniu:
Minister Spraw Wewnętrznych                                                                      Minister Sprawiedliwości
[Prostokątna pieczęć I Zastępcy Ministra]                                                  [Nieczytelny podpis ministra
Spraw Wewnętrznych gen.dyw.                                                                      Sylwestra Zawadzkiego
Bogusław Stachura – podpis nieczytelny].

                                                                              ***
Nie jest to pełen wykaz ośrodków odosobnienia, np. w dokumencie Nr 42 jest mowa o ośrodku w Łupkowie woj.podkarpackim.(40)

***
/Źródło: BUiAD IPN, 185n/30,mps/.  
załącznik do „Informacji Dziennej“ MSW z dnia 14 XII 1981.
Wyniki działań podjętych przez resort spraw wewnętrznych w związku ze stanem wojennym.

Internowanie osób.
Na ogólny stan przewidzianych do internowania 4318 osób, na terenie kraju zatrzymano łącznie 3392 osoby, w tym:
–   88 członków b.KOR-u,
–   78 członków KPN,
– 135 z kierownictwa KK NSZZ „Solidarność“,
– 403 członków ZR NSZZ „Solidarność,
– 1051 członków kierownictwa KZ NSZZ „Solidarność“.
Akcję internowania kontynuuje 45 wojewódz.
II. Rozmowy profilaktyczne.
Do tej pory przeprowadzono 394 rozmowy profilaktyczne, w tym m.in. z :
– 6 członkami władz regionalnych,
– 12 członkami komisji zakładowych „Solidarność“.
Z ogólnej liczby osób, z którymi przeprowadzono rozmowy, deklarację lojalności złożyło 349 osób, odmówiło zaś 45. Osoby te internowano. […].
Trwają nadal poszukiwania 28 osób, w tym m.in.: [Zbigniewa]Bujaka, [Władysława]Frasyniuka, [Andrzeja]Jastrzębskiego, [Patrycjusza] Kosmowskiego, [Bogdana]Lisa, [Jacka]Merkela i [Zdzisława] Rozwalaka […]. Otrzymują:
Tow. Wojciech Jaruzelski
Tow. Kazimierz Barcikowski
Tow. Mirosław Milewski
Tow. Stefan Olszowski
Tow. Florian Siwicki
Tow. Michał Atlas
Protokół z posiedzenia WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego) zawiera nast. komunikat:–        „Przeciwnik został pokonany na pierwszej, najsilniejszej pozycji oporu i w najbliższych tygodniach musi zostać sparaliżowany również na kolejnych pozycjach”. Czyli zostało zdławione najsilniejsze źródło oporu, jakim były strajki w zakładach pracy na terenie Polski oraz inne próby otwartego przeciwstawiania się       istniejącemu porządkowi konstytucyjnemu.
                                                                           Godz. 24.00
Tego sobotniego wieczoru telewizja polska nadaje w programie drugim, film braci Taviani – “Św. Michał miał koguta”. Nagle, dokładnie o północy, film zostaje przerwany w momencie, kiedy Strażnik zamierza wyrzucić więźnia z łódki do morza. Na ekranie pojawia się wystraszony spiker i oświadcza: “Dziękuję państwu. Dobrej nocy”.(41)
                                                                            Godz. 24.20
Kapitan Górnicki [Wiesław, od 1986 podpułkownik – bliski współpracownik gen.Jaruzelskiego], który nadal dyktuje przemówienie generała, robi małą przerwę zanim podejmie: Rada państwa, w zgodnie z postanowieniami Konstytucji, wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju…”. Starsza z dwóch maszynistek przestaje pisać i wybucha płaczem.(42)
                                                                             Godz. 24.35
Generał Czesław Kiszczak otrzymuje wreszcie informacje, na którą czekał od wielu godzin w swoim gabinecie na drugim piętrze ogromnego gmachu MSW: – “Oni wszyscy wyszli”. Ci “oni”, to przywódcy “Solidarności”. Minister Spraw Wewnętrznych obawiał się tylko jednego:- że sztab “Solidarności”, powia-domiony o mających nastąpić wydarzeniach, zabarykaduje się wewnątrz Stoczni (gdzie normalnie pracuje ponad dziesięć tysięcy osób) i że ciężko będzie go stamtąd wydostać. Nie mówiąc już o symbolicznym znaczeniu, jaki miałby ewentualny atak milicji i wojska na zakłady, w których 16 miesięcy wcześniej pod-pisano słynne Porozumienie.(43)
                                                                            Godz. 06:00
„…Tu Polskie Radio Warszawa. Mamy dziś niedzielę, 13 grudnia 1981. Rozpoczyna się szczególny dzień w historii naszego państwa i naszego narodu. Za chwilę przed mikrofonami Polskiego Radia przemówi generał armii Wojciech Jaruzelski ”… Głos prezentera jest spokojny, opanowany, bez śladu emocji… Rozlega się Hymn Narodowy, Mazurek Dąbrowskiego…
„Obywatelki i Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej! Zwracam się do was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego. Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią. Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie. Struktury państwa przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codzienne nowe ciosy. Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem.[…]. Zwracam się do wszystkich obywateli – nadeszła godzina ciężkiej próby. Próbie tej musimy sprostać, dowieść, że „Polski jesteśmy warci”!..Rodacy! Wobec całego narodu polskiego i wobec całego  świata, pragnę powtórzyć te nieśmiertelne słowa: JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, PÓKI MY ŻYJEMY“. Ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Powodując się nadrzędnym interesem narodowym i powagą historycznej chwili Rada Państwa…wprowadziła z dniem 13 grudnia 1981 roku, stan wojenny na obszarze całego kraju”.(44)
Polskie Radio nadaje tylko muzykę poważną, głównie Chopina, a przemówienie gen.Jaruzelskiego TVP emituje co godzinę. W rozporządzeniu Rady Ministrów, opublikowanym dn.12 grudnia 1981, karta 14-18, określono zasady przeprowadzenia internowania. Internować można było każdego obywatela polskiego, który ukończył 17. lat.[…].(45)

***
Oficjalnym powodem stanu wojennego była pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju (od kwietnia do października 1981, ponowny system tzw. kartek żywnościowych dla szerokiego wachlarza towarów np. mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt, buty itd.), oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w kraju wobec zbliżającej się zimy.      
W 1981 roku dochód narodowy spadł o 12% rok do roku poprzedniego. Władze radzieckie przekazały  polskiej stronie rządowej informację, że w związku z sytuacją w Polsce w 1982 roku ZSRR dostarczy do Polski mniej ropy naftowej (o 64%) i gazu (o 47%). Oleju napędowego Polska miała nie uzyskać wcale. W dodatku, całkowicie załamał się skup produktów rolnych. Rolnicy stracili zaufanie do pieniądza, za który nie mogli nabyć innych towarów na rynku. W tej sytuacji rząd zmuszony był do wprowadzenia tzw. sprzedaży wiązanej (za maszyny trzeba było płacić zbożem) co było cofnięciem się do formy gospodarki wymiennej. Jednocześnie „Solidarność” wzywała rolników do wstrzymywania się ze sprzedażą państwu produktów rolnych. Brak towarów na rynku i w sklepach był spowodowany zahamowaniem produkcji w fabrykach z powodu strajków organizowanych przez NSZZ „Solidarność”.
Historyk  prof. Andrzej Paczkowski [ w okresie PRL, działacz opozycji demokratycznej], uznaje, że  rzeczywistymi powodami były obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym, w szczególności NSZZ „Solidarność”, oraz walki różnych stronnictw w PZPR, nie mogących dojść do porozumienia w kwestii formy i zakresu reform ustroju polityczno-gospodarczego PRL. Za dodatkowy i najważniejszy argument uznano groźbę interwencji zbrojnej w Polsce, przez państwa  Układu Warszawskiego [zwłaszcza ZSRR].
Ogółem od 13 XII 1981 – 30 IV 1982 roku internowano 7198 osób. Aresztowano 6600 osób. Wszczęto 5083 postępowań przygotowawczych w trybie doraźnym, którym objęto 6793 osoby.(46)
Oddziały ZOMO wkroczyły do lokali „Solidarności”, aby zniszczyć urządzenia, zwłaszcza łącznościowe poligraficzne i zatrzymać przebywających w nich ludzi. Jednostki pancerne i zmechanizowane ruszyły z koszar w stronę tras wylotowych, węzłów komunikacyjnych, głównych skrzyżowań i obiektów strategicznych. Wkrótce w zimną, grudniową noc w opustoszałych punktach miast, żołnierze zaczęli rozpalać koksowniki. W bezpośrednich działaniach przeciwko własnemu nardowi wzięło udział ok 100 tysięcy żołnierzy oraz funkcjonariuszy MO i SB, 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych, 500 wozów bojowych piechoty i 9 tysięcy samochodów.(47)
Dla wzmocnienia jednostek MO w ramach mobilizacji powołano: 30237 osób do jednostek manewrowych, 13370 osób do posterunków MO, 1875 osób do dodatkowo sformowanych 21 kompanii MO, 2700 do Wojsk Ochrony Pogranicza i 900 do Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW. Pobrano 3600 pojazdów z gospodarki narodowej.(48) […]. Z ZSRR otrzymano jedynie 22525 ćwiczebnych granatów łzawiących, z CSRR 32500 granatów łzawiących i 10 tysięcy pałek, z NRD najwięcej, bo aż 360440 granatów łzawiących, 40700 świec dymnych, 10000 pałek zwykłych i 10975 pałek składanych.(49)
Główny autor stanu wojennego generał  Wojciech Jaruzelski, wraz z najbliższym otoczeniem przebywał w gmachu Rady Ministrów. Wiesław Górnicki kończył pisanie tekstu deklaracji przewodniczącego nie ujawnionej jeszcze, Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. O godz. 6 rano w I programie Polskiego    Radia rozpoczęto nadawanie, poprzedzonego hymnem narodowym, przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego, nagranego uprzednio w polowym studio, w koszarach pułku łączności wojsk lotniczych. O godz. 12:00 telewizyjną wersję nadał I program TVP. Przebrani w wojskowe mundury popularni spikerzy TVP zaczęli odczytywać monotonnym głosem dekrety o stanie wojennym, o postępowaniu w sprawach przestępstw i wykroczeń, o zmianie ustroju sądów i prokuratury wojskowej, komunikaty o militaryzacji wielu jednostek administracji, całych branż, jak komunikacja, telekomunikacja, energetyka, górnictwo, porty morskie i ok. 130 zakładów pracy. Do zmilitaryzowanych instytucji posłano ponad 8 tysięcy komisarzy wojskowych, oficerów służby czynnej, którzy zupełnie nie mieli pojęcia o organizacji zakładów i produkcji, a do tego bardzo często byli skorumpowani. Wprowadzono godzinę milicyjną (od godz.22:00 do 6:00), cenzurę  korespondencji, zakaz opuszczania miejsc zamieszkania. Na gmachu KC PZPR zamiast czerwonej, załopotała flaga narodowa. O godz.5:30 przedstawiciele władz zbudzili Prymasa Polski Józefa Glempa, zawiadamiając o wprowadzeniu stanu wojennego. Dwa kazania wygłoszone przez ks. Prymasa, poranne w Częstochowie i wieczorne w Warszawie, transmitowane przez radio bez wiedzy mówiącego, zawierały m.in. wezwanie do zaniechania oporu fizycznego i zapewnienie, że Kościół będzie bronić prześladowanych.(50)

W czasie gdy w Warszawie wojskowi kurierzy dostarczali członkom Rady Państwa zawiadomienia o nadzwyczajnym zebraniu, w Gdańsku kończyły się dwudniowe obrady Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Uczestnicy obrad zaczęli opuszczać teren Stoczni Gdańskiej. Krótko po godz. 1:00, ZOMO otoczyło hotele, gdzie nocowali członkowie Komisji Krajowej i przystąpiło do zatrzymań.[…].

Samolotem  [rządowym, pilotowanym przez majora Gawlasa – start o godz.23:00, po pięciu godzinach oczekiwania na specjalnego pasażera], Lech Wałęsa [ w towarzystwie pułkownika „SB”], został przewieziony do Warszawy, a później do Chylic [ na obrzeżach Warszawy]. Umieszczono go w dawnej willi byłego sekretarza KC PZPR, Jerzego Łukaszewicza. Znajdował się tam Stanisław Ciosek i kilku generałów. W środku nocy, na „rozmowy” przybył wicepremier Mieczysław Rakowski.[…].(51)  Od 11 maja 1982 Lech Wałęsa przebywa jako internowany w Arłamowie (do 15 listopada 1982) – przewieziony helikopterem z Otwocka do rządowego ośrodka wypoczynkowego w Bieszczadach, położonego tylko kilka kilometrów od granicy z ZSRR. Izolowany od innych działaczy Solidarności i oddalony od głównych ośrodków ruchu, miał być kartą przetargową władz lub z wolna zostać zapomniany. Mieszkał w dwupokojowym apartamencie, pod nr 52 – pilnowali go  funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

***
/Źródło: Notatka Biura Ochrony Rządu i Biura Śledczego MSW dotycząca listu biskupa gdańskiego Lecha Kaczmarka (z 9 lipca 1982), do Przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, gen.Wojciecha Jaruzelskiego w sprawie zwolnienia z internowania Lecha Wałęsy./.

Warszawa, 26 lipca 1982.  
[data dzienna wpisana odręcznie]
Tajne
Egz[emplarz] pojed[y]n[czy]

Notatka
W związku z pismem Biskupa Gdańskiego ks. Lecha Kaczmarka z dnia 9 lipca 1982, ustalono co następu-je:
1. Pismo ks. bp. L[echa] Kaczmarka z dnia 11 lutego br., skierowane do Przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, nie wpłynęło do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
2. W okresie internowania L[ech] Wałęsa odwiedzany był 14-krotnie, przez członków rodziny w następujących terminach:
  1) żona Danuta z dziećmi:             
16-18 XII 1981r   
4-25 XII 1981r                                                                                                                                                  
8-15   I   1982r
  26   II  1982r
  28   III 1982r
  9-13   IV 1982r
  11   V 1982r
  31 V-3VI 1982r
Od dnia 25 VI 1982 do chwili obecnej, Danuta Wałęsa przebywa wraz z dziećmi w miejscu internowania Lecha Wałęsy. Ob. Danuta Wałęsa została poinformowana o możliwości odwiedzin męża wraz z dziećmi w każdym dowolnym terminie. Koszty pobytu rodziny pokrywa państwo. Jednocześnie wielokrotnie rodzina L[echa] Wałęsy, korzystała w celu odwiedzin, ze środków transportu MSW.

2) Ponadto L[ech] Wałęsa odwiedzany był przez:
a) brata Stanisława Wałęsę    11 I 1982r
    wraz z siostrą Izabellą Młyńską    18 II 1982r         
b) brata Zygmunta Wałęsę                 10 III 1982r
c) szwagra Bronisława Młyńskiego  17 III 1982r
3) L[ech] Wałęsa w okresie internowania był 42-krotnie odwiedzany przed przedstawicieli Kościoła […].
– bp B[ronisław] Dąbrowski -14 XII 1981r
– bp Zygmunt Kraszewski – 25 XII 1981r
– ks. A[lojzy] Orszulik  – 20 XII 1981r, 25 XII 1981r, 27 XII 1981r, 1 I 1982r, 3 I 1982r, 10 I 1982r, 17 I – 24 I 1982r, 30 I – 31 I 1982r, 14 II 1982r, 24 II 1982r, 28 II 1982r, 4 IV 1982r, 2 V 1982r, 9 V 1982r, 23 V 1982r, 30 V 1982r, 18 VII 1982r,
– ks. Jankowski [Henryk]  – 24 – 25 XII 1981r, 8 – 9 I 1982r, 27 I 1982r, 16 II 1982r, 23 II 1982r, 4 III 1982r, 17 III 1982r,
– ks. Górski 23 II 1982r
– ks. Chmiel [Jana] 21 III 1982r, 8 IV 1982r, 15 IV 1982r, 18 IV 1982r, 25 IV 1982r,
– ks. Cebula [Cybula Franciszka] 28 III 1982r
 [spowiednik Lecha Wałęsy – późniejszy kapelan Prezydenta Lecha Wałęsy – w latach 1969-1990 zarejestrowany jako TW „Franek“].
– miejscowy proboszcz ks. Potocki [Andrzej]  6 VI 1982r, 13 VI 1982r, 20 VI 1982r, 27 VI 1982r, 4 VII 1982r, 11 VII 1982r.
4) W okresie internowania L[ech] Wałęsa odwiedzany był przed przedstawicieli instytucji i organizacji zagranicznych:
– Zdzisław Pręgowski – przemysłowiec szwajcarski – 10 III 1982r
– Valticos [w oryginale Walticas] – wiceprzewodniczący Międzynarodowej Organizacji Pracy 14 V 1982r
– Delegacja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża 26 II 1982r, 26 VI 1982r
Przez cały okres internowania L[echowi] Wałęsie dostarczane są bez ograniczeń artykuły żywnościowe z Bazy Zaopatrzenia Specjalnego. W okresie od dnia 13 XII 1981r do dnia 26 VII br. L[ech] Wałęsa skonsumował samotnie lub w towarzystwie osób go odwiedzających:
– wódka                                                          85 butelek
– wino                                                            35 butelek
– winiak i koniak                                           29 butelek
– szampan                                                      42 butelki
– piwo                                                            512 butelek
ponadto dostarczono mu 638 paczek papierosów
5) Ponadto L[echowi] Wałęsie umożliwiono w miejscach internowania oglądanie programów telewizyjnych, słuchanie programów radiowych oraz dostarcza się prasę codzienną – dzienniki: „Trybuna Ludu“, „Żołnierz wolności“, „Rzeczypospolita“.

Stwierdzono fakty dostarczania L[echowi] Wałęsie przez osoby odwiedzające pism, książek i materiałów o charakterze religijnym. Jednocześnie zanotowano fakty przekazywania L[echowi] Wałęsie przez duchownych wydawnictw bezdebitowych, jak np. paryska „Kultura“.
W czasie internowania L[ech] Wałęsa nie zwracał się o udostępnienie innych wydawnictw.

6) L[ech]Wałęsa może poruszać się w określonym rejonie miejsca internowania, umożliwia mu się spacery, gry i zabawy z rodziną, łowienie ryb (Otwock), i codzienne uprawianie sportu, bilard, ping-pong.
7) W okresie internowania L[ech]Wałęsa trzykrotnie podejmował głodówkę. Były to okresy 2-3 dniowe. Jednocześnie spożywał w ukryciu artykuły spożywcze, m.in. czekoladę, dostarczane przez osoby odwiedzające.

  Kilkakrotnie Lech Wałęsa uskarżał się na bóle zęba i dwukrotnie na dolegliwości serca. Wielokrotne propozycje udzielenia konsultacji przez wybitnych specjalistów spotykały się ze stanowczą odmową L[echa] Wałęsy. Jedynie wyraził zgodę na przeprowadzenie badania EKG w dniu 23 I br. I dwukrotną wizytę u stomatologa (Centralny Szpital Kliniczny MSW), którego następnie podejrzewał o założenie zatrutego opatrunku i następnie odmówił dalszych wizyt.
Także 25 V br. odmówił porady lekarza wojskowego na terenie miejsca internowania stwierdzając, że… “nie podda się badaniom, nawet gdyby miał umrzeć“. Aktualny stan zdrowia L[echa] Wałęsy należy określić jako dobry. Opracowano w Biurze Ochrony Rządu i Biurze Śledczym MSW.(52)
***
Przyszły Prezydent RP przyznał jednak, że podczas internowania miał w ośrodku w Arłamowie luksusowe warunki. – To była złota klatka. Mogłem sobie życzyć, co chciałem. Lubiłem szampana i parę butelek wypiłem. Ja musiałem uważać, bo ja tam byłem między osami – podkreślił były lider „Solidarności”.(53)

Tego szczególnego Internowanego odwiedzał również płk. Władysław Iwaniec [co najmniej 6 razy] – od maja 1982r., Zastępca Komendanta Instytutu Badań Społecznych WAP [Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego, dawny dowódca Lecha Wałęsy [odbywał zasadniczą służbę wojskową w latach 1964–1965, w batalionie łączności 8 Dywizji Zmechanizowanej w Koszalinie].

***

1981 grudzień 17, Warszawa – Notatka ppłk. doc. dr. hab. Władysława Iwańca z rozmowy przeprowadzonej z Lechem Wałęsą w miejscu jego pobytu […]. „W sprawach stanu wojennego i roli wojska wypowiadał się tak, że wyraźnie można było dostrzec, iż praktycznie nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistości w tym względzie i mało o tym wie. Uwagę o prawie wojennym i jego rygorach zlekceważył, twierdząc, że ludzie tego nie zaakceptują. Samo prawo wojenne i skutki jego nieprzestrzegania potraktował jako fakultatywne. Kiedy wymieniłem sprawę Słowika [Andrzeja] z Łodzi, stwierdził:
– „Daję sobie głowę uciąć, że go zwolnią wcześniej niż innych zatrzymanych”.
Mnogość koncepcji i rozwiązań zgłaszanych przez Wałęsę oraz przeskakiwanie z tematu na temat, znacznie utrudniały rozmowę. Wydaje się jednak, że uzasadnione jest sformułowanie kilku wniosków ogólnych. Głównym jest ten, że jest to człowiek prymitywny, a zarazem typ cwaniaka i hochsztaplera. Wydarzenia wyniosły go na taką pozycję społeczną, że musi wypowiadać się (i musiał decydować) o sprawach, które są mu znane tylko jako hasła. Zajmowanie tej pozycji przez pewien czas utwierdziło go w przekonaniu, że pełni misję dziejową i że jest upoważniony do wypowiadania się i decydowania o sprawach najszerszych.[…].(54)

W zachowanych w dokumentach sporządzonych przez funkcjonariuszy BOR, można znaleźć informacje na temat wielu wypowiedzi Wałęsy, które były przychylne władzom, a niepochlebne wobec działaczy związkowych i uczestników opozycji demokratycznej.

Jeden z funkcjonariuszy notował, że Wałęsa mówił o tym, iż „popiera w 90 proc. decyzje gen. Jaruzelskiego” – „uważa, że 13 grudnia to było jedyne możliwe i bardzo dobre pociągnięcie”. Potrafił być wulgarny – w czasie rozmowy z prokuratorem wojskowym miał stwierdzić, że „posunięcie Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego było potrzebne do »rozpierdolenia« KPN i KOR”.

O ile po latach, te wypowiedzi mogą się wydawać szokujące, o tyle nie można na nie potrzeć bez uwzględnienia ówczesnych realiów. Wałęsa starał się przed władzami uwiarygodnić jako partner do rozmów. […]. „Na pytanie, dlaczego nie poprze oficjalnie działalności gen. Jaruzelskiego, powiedział, że nie może się do tego przyznać” – notował funkcjonariusz BOR. […](55)

***

Po transformacji ustrojowej w Polsce, Wałęsa często odwiedza Arłamów ze względu na sentyment. To jedno z jego ulubionych miejsc wypoczynku. Nie zajmuje jednak apartamentu, w którym przebywał.

Godz. 12:25
Polskie Radio, zaczyna nadawać komunikat Ministra Spraw Wewnętrznych. Na całym terytorium wprowadza się godzinę milicyjną:- od 22:00 do 6:00 rano. Zakazuje się przebywania w miejscach publicznych bez dokumentów tożsamości (uczniowie w wieku powyżej 13 lat muszą mieć legitymacje szkolne lub tymczasowe dowody osobiste). Zakazuje się zmiany miejsca pobytu i przenoszenia się do innej miejscowości bez zezwolenia. Wolności osobiste są zawieszone. Osoby, które ukończyły szesnaście lat, a nie przekroczyły sześćdziesięciu, mogą być powołane do bezpłatnej pracy dla celów obrony […].

Godz. 16:31
Radio Warszawa podało do wiadomości, że Komitet Obrony Kraju zarządził „militaryzację“ części administracji państwa i kilku dziedzin gospodarki. Zmilitaryzowano koleje, transport samochodowy, PKS, pocztę, radio, telewizję, jednostki organizacyjne straży łączności, przedsiębiorstwa obrotu produktami naftowymi CPN, zespoły portowe, niektóre zakłady energetyczne ( tj. kopalnie i elektrownie), zawodowe straże pożarne, zakłady produkcji specjalnej (tj. wszystkie przedsiębiorstwa pracujące dla wojska) i komunalne przedsiębiorstwa komunikacyjne. Zgodnie z osławioną Ustawą z dnia 21 listopada 1967 roku, dotyczącą powszechnego obowiązku obrony kraju, wszyscy pracownicy zakładów zmilitaryzowanych zostają „zmobilizowani“. Czas pracy określany jest przez władze, pracownicy mogą być skoszarowani i przenoszeni na dowolne stanowiska. Osoby, które nie zgłoszą się do pracy, uchylą się od niej lub odmówią   wykonania polecenia służbowego, podlegają karze więzienia od 2 lat aż do kary śmierci włącznie […].

Godz. 19:00
„Radio Warszawa“ komunikuje niektóre bieżące zarządzenia. M.in.:- wolne soboty (jedna ze zdobyczy „Solidarności“) zostają zniesione, tydzień roboczy liczy znowu sześć dni i jeśli sytuacja tego będzie wymagała, może być powiększony do siedmiu: dzień pracy może być powiększony do 12 godzin, roczny urlop ma wynosić 12 dni (jeden dzień za jeden dzień pracy). Radio Warszawa nadaje dekret o stanie wojennym. Trzy lata więzienia grożą tym, którzy nie poniechają działalności związkowej, pięć lat za organizowanie strajku lub manifestacji, pięć lat za rozpowszewchnianie fałszywych wiadomości…

Na ulicach miast patrole milicji i wojska, czołgi, transportery opancerzone i wozy bojowe. Osoby zatrud-nione w systemie zmianowym lub nocnym – aby dotrzeć do pracy – musiały uzyskać w swoim zakładzie specjalne przepustki. Utrudniony był sam dojazd – w godzinie milicyjnej nie kursowały taksówki; również wieczorne kursy autobusów były odwołane. Obowiązywał też zakaz opuszczania stałego miejsca pobytu. Na przejazd do innego miasta trzeba było zdobyć stosowne pozwolenie, a w przypadku wyjazdu kilkudnio-wego – dodatkowo zarejestrować się po przyjeździe w miejscowym urzędzie. Władze zarówno cywilne jak i mundurowe, mogły odmówić wydania pozwolenia – bez podania zainteresowanemu przyczyny.

***

Nie odpowiadały nawet numery alarmowe, np. pogotowia ratunkowego. Stąd należy przypuszczać o nie-określonej liczbie „cichych ofiar” stanu wojennego, tj. o ludziach, którym nie udzielono pomocy z powodu blokady łączności telefonicznej. Gdy w styczniu 1982 roku, przywrócono połączenia telefoniczne, rozmowy międzymiastowe podlegały kontroli. Funkcjonariusze bezpieczeństwa mieli prawo przerwać połączenie gdy uznali, że zagraża to interesom i obronności państwa. Najbardziej znanym jej przejawem był ostrzegawczy komunikat w słuchawce telefonicznej:- „Rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana...”.

Szczególnym zainteresowaniem służb „cieszyły się” rozmowy z zagranicą, przywrócone z okazji święta   22 lipca 1982. Podobnej cenzurze podlegały listy i przesyłki pocztowe. Początkowo, osoby prywatne nie miały prawa wysyłania paczek, a później należało przynosić je do urzędu pocztowego otwarte tak, aby odpowiedni pracownik sprawdził ich zawartość. Jeśli cenzor uznał potencjalne zagrożenie dla interesów państwa (sic!), rekwirowano listy i paczki na rzecz skarbu państwa. Nie przysługiwało odwołanie. Alternatywą dla zatrzymania nieprawomyślnego listu, było częściowe zamazanie jego treści [w rzeczywistości cenzura korespondencji funkcjonowała z różnym nasileniem przez cały okres PRL].(56)

Adam G. (SB-ek)
Każdy naczelnik poczty był naszym człowiekiem. Jeśli nie było wyraźnego rozkazu co kontrolować, sprawdzano listy wyrywkowo, jakieś grube podejrzane koperty, mocno zaklejone taśmą. Prowadzono jednak najczęściej kontrolę systematyczną, na nazwisko lub adres.

Marian A. (SB-ek)
[…]. Jeśli pracownik obserwacyjny rozpracował figuranta, to najpierw zlecał obserwację w biurze B. „Betka” chcąc wiedzieć o figurancie wszystko, musiała czytać korespondencję od figuranta i do figuranta. Zlecano nam przechwytywanie listów. Najpierw określało się czas inwigilacji korespondencji. Powiedzmy, że to było pół roku. Przez pół roku żadna kartka, żaden list wrzucony do skrzynki, ani żadna korespondencja przychodząca do figuranta nie mogła przejść niezauważona, nie przeczytana. Obserwacja chodziła za figurantem krok w krok. List wrzucony do skrzynki albo zostawiony w okienku na poczcie natychmiast przejmowaliśmy. List wyjęty ze skrzynki rozpoznawaliśmy po charakterze pisma, po nazwisku adresata. Czasem, jak na miejscu mieliśmy kłopoty z odszukaniem, zabieraliśmy wszystkie listy ze skrzynki i dopie-ro na poczcie szukaliśmy, a po znalezieniu resztę korespondencji wrzucaliśmy z powrotem do skrzynki. […]. Do otwierania służył specjalny, metrowej szerokości pulpit parowy. Po naciśnięciu z góry prasą list otwierał się sam, nie pozostawiając żadnych śladów, żadnych mechanicznych zniszczeń. Do czytania między wierszami używano lampy ultrafioletowej. Jeśli sami uszkodziliśmy kopertę albo list tak, że nie mogły potem iść do adresata, to dysponowaliśmy sztabem grafologów, którzy bezbłędnie kopiowali charakter pisma. Mieliśmy też wszystkie możliwe koperty, każdy rodzaj papieru. Pomyłki się nie zdarzały. Czasem chcieliśmy mieć oryginał w kieszeni i dlatego przepisywaliśmy. […]. Styl i forma listu określały człowieka. Teraz, gdy czytam listy drukowane w różnych gazetach, to mogę z dużym prawdopodo-bieństwem określić charakter osoby piszącej, zawód w przybliżeniu, ale raczej celnie, nie mówiąc już o wieku piszącego z dokładnością do pięciu, dziesięciu lat. Jeśli widzę charakter pisma, to jeszcze łatwiej jest powiedzieć coś o człowieku. W swoim życiu przeczytałem dwieście, może trzysta tysięcy cudzych listów. To był kawał roboty.(57) Prywatną korespondencję Polaków kontrolowano, aż do połowy 1989.

***

Jednoznacznie można zinterpretować szyfrogram z dnia 10 września 1981 kierownika sztabu Operacji “Lato ’80”, Vice-ministra Spraw Wewnętrznych gen. Bogusława Stachury do komendantów wojewódzkich MO, dotyczący wydawania broni palnej wytypowanym osobom z aparatu partyjnego, państwowego i stronnictw sojuszniczych.(58)

Według informacji złożonej na posiedzeniu Sztabu MSW 8 stycznia 1982r “zabezpieczono” 49 tys. jednostek broni i 7 mln sztuk amunicji, przeznaczonych dla “aktywu”.(59)

Niezależnie od przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego, w tym internowania czołowych działaczy opozycji, z myślą o przyszłości, przygotowywano kadry, do kontrolowania władz “Solidarności”. Nowy Związek, mieli organizować wytypowani przez odpowiednie służby MSW umiarkowani działacze NSZZ “Solidarność”, w tym oczywiście przedstawiciele resortowej agentury.(60)
Stan wojenny, bagatelizowany przez pewne środowiska, co do wagi fizycznych i psychicznych zagrożeń, jaki niósł wobec ludności, także w relacjach interpersonalnych, degradacji ekonomicznej, kulturowej i szeroko postrzeganej przestrzeni społecznej, obnaża jego prawdziwe oblicze szer. Marian Olczak, udzielając wywiadu na temat sytuacji w plutonach specjalnych ZOMO. Szczególnie złowrogo wybrzmiewa następujący fragment:– […] „ Za zabicie człowieka nie grożą nam żadne konsekwencje. Wszystko idzie na konto osobistego zagrożenia i działania w zwartej grupie“.(61)

***

 

PIERWSZE LISTY do INTERNOWANIA.

Najstarsza z zachowanych list, osób przewidzianych do internowania, jest datowana 28 października 1980. Na posiedzeniu KOK [Komitetu Obrony Kraju], 4 listopada, gen.Wojciech Jaruzelski poinformował, że został przygotowany “zestaw niezbędnych aktów prawnych dotyczących stanu wojennego”.(62)

Pierwsze wstępne listy przeznaczonych do zatrzymania przedstawicieli opozycji, ułożono przez SB w marcu 1981r i zawierały niekiedy nazwiska osób przebywających za granicą. Ich częściowe  upublicznienie ujrzało światło dzienne na łamach łódzkiego “Głosu Robotniczego”, pod znamiennym tytułem:- “Pierwsza lista internowanych – skrajnych działaczy “Solidarności” i nielegalnych organizacji”.
Na str.3 tej gazety, na uwagę zwracał tytuł – “Akt oskarżenia przeciwko Słowikowi i Kropiwnickiemu skierowany do sądu”. Czytamy w uzasadnieniu:- .. “W nawiązaniu do informacji o wszczęciu  śledztwa w  trybie doraźnym i tymczasowym aresztowaniu przewodniczącego Zarządu Regionu Ziemi Łódzkiej “Solidarności”, Andrzeja Słowika i jego zastępcy Jerzego Kropiwnickiego, którym zarzucono zorganizowanie i przeprowadzanie akcji protestacyjnej mającej na celu ukonstytuowanie komitetów strajkowych i doprowadzenie do strajku powszechnego, wczoraj Prokuratura Wojewódzka w Łodzi, skierowała w tej sprawie, akt oskarżenia w trybie doraźnym do Sądu Wojewódzkiego w Łodzi…”.(63)

Wspomniany dziennik należał do 16 lokalnych gazet partyjnych (na 49 województw), który oprócz centralnej tuby propagandowej “Trybuny Ludu” i “Żołnierza Wolności”, dostał koncesją na wydawanie od 14 grudnia 1981, do których już wkrótce przylgnęło określenie „gadzinówki” [w czasach Ottona von Bismarcka, utworzono tajny „fundusz gadzinowy”, którego celem było pozyskiwanie przychylności dziennikarzy, mających rozpowszechniać informacje propagandowe – korzystne z punktu widzenia zaborcy i używane w czasie hitlerowskiej okupacji przez „Nowego Kuriera Warszawskiego”].         

DEKLARACJA LOJALNOŚCI.               
/potocznie: – „lojalka”/

Według definicji, jest to pisemne zobowiązanie się przez daną osobę do przestrzegania określonych przepisów, do którego podpisania władze PRL nakłaniały działaczy opozycji politycznej w Polsce.  Oświadczenie to, miało następującą treść:

 – „ Ja, niżej podpisany oświadczam i zobowiązuję się do zaniechania wszelkiej działalności szkodliwej dla Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w szczególności do przestrzegania obowiązującego porządku prawnego.”Własnoręczny podpis, a powyżej nazwisko i imię, adres, data.

Podpisujący taki dokument musiał się liczyć z tym, że jego nazwisko może trafić do opinii  publicznej poprzez celowe ujawnienie, aby nie tylko zdyskredytować jego autora ale i w celach profilaktyki społecznej. Takim wstrząsem dla łodzian w pierwszych dniach stanu wojennego, było „Oświadczenie” Marka Burskiego, byłego komisarza strajkowego ZR NSZZ „Solidarność” Regionu Łódzkiego, opublikowane w „Głosie Robotniczym” [jednoznacznie zinterpretowane jako „lojalka”].

 […]. „Koledzy, wzywam was do rozwagi i do zrozumienia sytuacji w jakiej znajduje się Polska. Wierzę, że większość z was myśli podobnie i dlatego zdecydowałem się na podpisanie tego oświadczenia.
Łódź, dnia 19 grudnia 1981r. Marek Burski”.(64)

To było już drugie “Oświadczenie” Marka Burskiego: – pierwsze podpisał 13 grudnia 1981.(65)

Lojalka nie była zobowiązaniem do współpracy z organami państwa, w tym z SB, jednak jej podpisanie było rozumiane zarówno przez władze, jak i przez opozycjonistów, jako deklaracja zaprzestania działalności opozycyjnej.

A tak zapisał swoją reakcję na “oświadczenie” Marka Burskiego w swoim dzienniczku pt. “Mój 13 grudnia” Jerzy Kropiwnicki  już po aresztowaniu:…

– „Następnego dnia ponownie zobaczyłem się z adwokatami – w sali widzeń więzienia przy ul.Smutnej. Pokazali mi gazetę z apelem Marka Burskiego o przerwanie strajków. Był  to  n a j s m u t n i e j s z y moment w ciągu całego pobytu w więzieniu. Ten, któremu zdarzało się, iż mnie i Słowikowi zarzucał tchórzostwo, podpisał apel, w którym stwierdzał, że jego, spokojnego człowieka chcieli w radykalizm wepchnąć działacze KOR i ROPCiO. A on  teraz chce żyć, bo jest młody i wzywa do przerwania strajków – jako były Komisarz Strajkowy Zarządu Regionu, oczywiście”. I często tak było, że radykalni działacze pozostawali na wolności, zachowywali pracę i możliwość uprawiania swego zawodu podczas, kiedy ich nieradykalnych kolegów więziono, szykanowano, pozbawiano pracy, nękano. Pamiętam jakie zdziwienie wśród dziennikarzy wywołał fakt, kiedy okazało się, że Konrad Turowski, szef “Solidarności” w łódzkiej prasie [red.”Dziennika Łódzkiego”] i częsty gość Zarządu Regionu, oczywiście, znany raczej z ostrych wypowiedzi, nie został internowany. Choć już w nocy 13 grudnia 1981 r. bezpieka zamknęła siedmioro łódzkich dziennikarzy w tym; chociażby  publicystę katolickiego o tak umiarkowanych i koncyliacyjnych poglądach, jak Marek Papis…”.

***

/ Źródło: AIPN Ld Pf 86/14 t.2
[brak adresata]

Kolejne osoby działające w strukturach opozycji demokratycznej NSZZ „Solidarność“, „KSS-KOR“, KPN, czy Ruchu Młodej Polski, były wzywane do Komend MO, w tych samych celach [treść tych dokumentów to schemat, niezależnie w której Komendzie były przeprowadzone rozmowy]. Odnotowane na nich daty, świadczą o kolejnym etapie koncepcji stanu wojennego w Polsce. Taką propozycję do podpisania „lojalki“, otrzymali m.in.:
1/ Marek Edelman          –  data 19.11.1981r /karta 11   – podpis nieczytelny ppor.J.Lewsza
2/ Małgorzata Bartyzel   –                 – ,, –      /karta 13   –     –  ,,  –       –  ,,  –             –  ,,  –      
3/ JacekBartyzel              –                 – ,, –      /karta 15   –     –  ,,  –       –  ,,  –            –  ,,  –
4/ Marek Chwalewski     –    25.11.1981r /karta 47   – St.Inspektor Wydz.III- por.T.Kowalczyk
5/ Maria Dmochowska    –          27.11.1981r/karta 63   –    –  ,,  –       –  ,,  –       – por.J.Stasiak
6/ Paweł Spodenkiewicz –            3.12.1981r/karta 99   –    –  ,, –        –  ,,  –       – por.T.Grosman
7/ Jerzy Kropiwnicki      –             4.12.1981r/karta 102 –   –  ,,  –        –  ,,  –       –     –  ,,  –
8/ Grzegorz Palka           –             8.12.1981r/karta 105 –   podpis nieczytelny ppor. L. Filipow
[Nikt z nich nie podpisał]       

ŚWIADKOWIE WYDARZEŃ.     

Janusz KENIC.(66)
Była godz 23:45, kiedy zostałem wybudzony ze snu. Do mojego domu przyszedł mój przyjaciel Ryszard Pacer, który też był członkiem Zarządu Regionu „Solidarności“ wraz z panią Aniołczyk, żoną drugiego mojego przyjaciela Aleksandra, już internowanego. A więc, internowania zaczęły się wcześniej, nim ogłoszono Stan Wojenny. I żona Aleksandra z płaczem powiedziała, że przyszła Milicja, wyprowadziła go, nie mówiąc, po co, dokąd, dlaczego? W tej sytuacji postanowiliśmy z Ryszardem, aby coś w tej sprawie zrobić, nie mając pojęcia, co się naprawdę dzieje. Próbowaliśmy skontaktować się przez telefon, ale telefon nie działał. Postanowiliśmy pojechać do Zarządu Regionu taksówką. Jechaliśmy ul.Piotrkowską i kiedy zbliżaliśmy się od strony ówczesnej ul.Świerczewskiego do budynku „Solidarności“ zauważyliśmy, że Zarząd Regionu, jest obstawiony przez milicję. Ulica nie była zablokowana, dlatego można było ominąć kilka stojących milicyjnych samochodów. Na zewnątrz kręciło się sporo tajniaków i mundurowych. Podjąłem decyzję, aby się nie zatrzymywać, gdyż byłoby to nierozsądne wpakować się w łapy służby bezpieczeństwa. Przejechaliśmy to miejsce, jadąc dalej w stronę ul.Czerwonej. Drzwi do Zarządu Regionu, jeszcze wtedy nie były zniszczone. Była godz. 24:15, nie później.

Pojechaliśmy jeszcze do Zajezdni tramwajowej MPK i tam zobaczyliśmy, że też wszystko było przez milicję obstawione. Doszliśmy do wniosku, że jest to sytuacja konfrontacyjna. Jak to się wtedy mówiło:- Władza wypowiedziała wojnę, społeczeństwu. Wobec tego postanowiłem powiadomić o tej sytuacji Ordynariusza Łódzkiego ks.Biskupa Józefa Rozwadowskiego z którym byłem wtedy zaprzyjaźniony, ale stwierdziłem, że jak sam tam podjadę i będę dobijał się do drzwi pałacu biskupiego, to może się dla mnie skończyć aresztowaniem. Przecież pałac biskupi, jest w bliskiej odległości od budynku Zarządu Regionu. Wobec tego, pojechaliśmy na ul.Obywatelską do parafii Św.Urszuli Ledóchowskiej, gdzie proboszczem był ks. Adam Lepa, z którym także byłem zaprzyjaźniony. Zbudziłem go, za pomocą dzwonka u drzwi – tam jest dom sióstr zakonnych, a obok po lewej stronie parterowy domek, w którym mieszkał ks.Proboszcz ze swoją matką i wikariusz. Ks. Adam Lepa mnie wpuścił i powiedziałem mu o co chodzi. Wtedy ks.Adam odrzekł, że w tej sytuacji powinien być powiadomiony Ordynariusz. Wsiedliśmy do tej samej taksówki, którą przyjechałem. Mój przyjaciel Ryszard wysiadł z niej, aby pójść do domu, a ja z księdzem Adamem pojechałem do pałacu biskupiego. Podjechaliśmy pod pałac. Ks.Adam Lepa zadzwonił do drzwi, przedstawił się i wtedy otworzyła drzwi siostra zakonna. Weszliśmy na pierwsze piętro, prowadzeni przez siostrę zakonną, gdzie ks.Biskup miał pokoje gościnne i gdzie miał też swoją sypialnię. Zostaliśmy przez siostrę zakonną wprowadzeni do takiego pomieszczenia dla interesantów a ona poszła obudzić Ordynariusza. Ks.Biskup przyszedł do tego pomieszczenia. Był ubrany w sutannę i zadał normalne pytanie w tej sytuacji:
– Co się stało?
Samo poinformowanie go, odbywało się na stojąco. Ks.Biskup był tym wszystkim zaskoczony, kiedy zdałem relację z tego co widziałem i jednocześnie kiedy ks.Adam Lepa potwierdził to wszystko, bo widział na ulicach ruchy pojazdów milicyjnych i wojskowych. A poza tym, kiedy podjeżdżaliśmy pod pałac biskupi, to było widać, co się działo przed Zarządem Regionu. Tłum milicji. Ks.Biskup był blady z przejęcia, bardzo głęboko tę informacje przeżył, to było po nim widać. Usiedliśmy przy stole i porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, jakie przedsięwziąć możliwości do dalszego działania. Poprosiłem ks.Biskupa, aby jakoś Kościół zaopiekował się tymi, którzy potrzebują pomocy, chodziło mi o rodziny aresztowanych działaczy „Solidarności“ nie tylko tych znanych, ale i szeregowych. Słusznie przypuszczałem, że aresztowania dotkną także i takich szeregowych członków naszego Związku. Nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak instytucja internowania, tego wtedy nie byłem świadomy. Mówiliśmy jedynie o uwięzionych, aresztowanych. Takim językiem. Po wymianie tych zdań, kiedy to wszystko ks. Biskup wysłuchał, powiedział do mnie:- Słuchaj, nie ma sensu, abyś wracał do domu, bo za chwilę ciebie też zaaresztują. Bezpieczniej będzie jak nie będziesz się nigdzie szwendał, chodził nie wiadomo gdzie. Zostań tutaj u mnie. Przeczekasz najbliższe dni i zobaczysz, jak to wszystko wygląda.

Przecież nikt z nas nie wiedział, w tym momencie z czym to się je, czy nie będzie np. wywózki do Związku Radzieckiego. I zostałem, mieszkając w pałacu biskupim, w jednym z pomieszczeń dla gości, który był na drugim piętrze. Ks. Adam Lepa wrócił do siebie. Byłem gościem ks. Biskupa przez 4-5 dni. W tym czasie docierały do mnie wiadomości, co się dzieje w Łodzi i nie tylko z relacji ks. Biskupa i kanclerza ks. Andrzeja Dąbrowskiego, który przychodził i rozmawiał ze mną.

Z ks. Biskupem widywałem się codziennie. I kiedy dowiedziałem się, że jako jedyny z Prezydium Zarządu Regionu zostałem na wolności, i ludzie dopytują się, szukają osoby, która by im powiedziała, co mają dalej robić, stwierdziłem, że ja nie mogę dalej tu siedzieć. Nie po to mnie wybierano, abym się w bezpiecznym miejscu ukrywał. Honor mi na to nie pozwalał. Powiedziałem o tym w rozmowie z ks.Biskupem. Co będzie, to będzie, ale już dalej nie mogę tu siedzieć. Wyszedłem wyprowadzony z pałacu biskupiego wieczorem, przez podwórko, sąsiadującego z Kurią budynku, gdyż obawialiśmy się, że główne wejście, będzie pod obserwacją służby bezpieczeństwa. To wszystko było tak zorganizowane przez ks. Kanclerza, że mój przyjaciel Ryszard Pacer, który kontaktował się ze mną, przekazując mi informacje poprzez ks.Kanclerza, czekał na mnie w samochodzie przy ul.Czerwonej. Oczywiście, było już zorganizowane miejsce, gdzie mógłbym się ukrywać. I tak się to odbyło.

Ok. godz.10:00 rano, siostry z domu biskupiego, powiadomiły kanclerza Kurii ks.Andrzeja Dąbrowskiego o wizycie Aleksandra Wilkanowskiego, Dyrektora Wydz. d/s Wyznań Urzędu Miasta Łodzi. Niespodziewana wizyta, owiana była tajemnicą. Wilkanowski nie odpowiedział na żadne z pytań skierowane do niego. Nerwowo poprosił w imieniu Komisarza Wojennego o spotkanie z nieobecnym Bp.Rozwadowskim. W tym samym czasie Bp. Rozwadowski, brał udział we wcześniej zaplanowanych uroczystościach poświęcenia sztandaru Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”, Pabianickich Zakładów Przemysłu Bawełnianego ”Pamotex”, w kaplicy bł. Maksymiliana Kolbego w Pabianicach. Termin spotkania ustalono na godz. 14:00. Poinformowany po powrocie o całym zajściu Biskup Ordynariusz, zgodził się przyjąć gościa. Po południu Dyrektor „wyznaniówki”, zjawił się ponownie w siedzibie Kurii, w asyście płk.Kazimierza Garbacika, Komisarza Wojskowego wojew. łódzkiego. Rozmowa przebiegała w napiętej atmosferze. Pułkownik Garbacik poinformował Bp-a Rozwadowskiego, że przybył w imieniu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, by zapewnić, że nowo zaistniały stan rzeczy w niczym nie będzie ograniczał swobody działania Kościoła. Liczono w ten sposób na pomoc ze strony hierarchii kościelnej w mediacji między władzą a społeczeństwem. W odpowiedzi Bp. Rozwadowski wyraził wielkie ubolewanie wobec zaistniałych wydarzeń, nazywając 13 grudnia 1981, jednym z najczarniejszych dni w powojennej historii naszego kraju. Sprzeciwił się także aresztowaniu dwóch łódzkich księży i nakłanianiu ich do podpisania tzw. lojalki.

Rozmowa z Komisarzem Wojskowym i Dyrektorem d/s Wyznań… Znam to z relacji Biskupa, który do mnie przyszedł na drugie piętro i opowiedział mi, jak to się wszystko odbyła. Ta rozmowa odbyła się w pokoju z oknami na Katedrę! Jest tam duży salon, gdzie ta rozmowa się odbyła. W tym momencie rozmowa się skończyła, kiedy Komisarz opowiadał o pokojowym działaniu władz. Ks.Biskup podszedł z nim pod ramie do okna i okazał mu milicjantów goniących i pałujących bezbronnych ludzi, uciekających przed nimi i przed gazem łzawiącym, do wnętrza Katedry. I zapytał: – „Czy tak ma wyglądać pokojowa koegzystencja miedzy władzą a społeczeństwem“. W tym momencie Komisarz spuścił głowę i rozmowa się skończyła. Ta sytuacja bardzo dotknęła ks.Biskupa do głębi serca, był zdruzgotany tą sytuacją. Ks. Biskup był wielkim patriotą, czego dawał wyraz w trakcie całego Stanu Wojennego i jednocześnie był człowiekiem walki, Bożej walki. Ta pierwsza jego reakcja, nie polegała na tym, że człowiek jest załamany i nie ma chęci do działania. Wręcz przeciwnie.(67)

Jolanta KLUSZCZYŃSKA.(68)
Nasza „Telekomunikacja“ od 13 grudnia 1981r została w Łodzi zmilitaryzowana. Żołnierze z karabinami maszynowymi weszli do portierni; – otworzył im portier, bo drzwi wejściowe były zawsze zamykane. Ciężkie metalowe drzwi były przeszklone, aby portier mógł zobaczyć, kto za nimi stoi i dzwoni. Portier był wystraszony, bo oni otoczyli go z wycelowaną bronią i żądaniem oddania broni osobistej. A to był starszy człowiek. I ze łzami w oczach powiedział: – „Panowie nie zabijajcie mnie, bo ja mam rodzinę“.

To doskonale pamiętam, bo rozmawiałam z tym portierem. Nie wiem, czy on jeszcze żyje, czy już nie. Ale to tak wyglądało, że oni wpadli i rozbroili go. U nas były dwa wejścia. Główne wejście od strony Al.Kościuszki przez wieżowiec i z drugiej strony od ul.Wólczańskiej. I oni weszli od strony ul. Wólczańskiej. Na drugim piętrze była „Centrala międzymiastowa“, a na trzecim „Telegraf“. A tam już, nie było żadnego zamknięcia, bo jak oni weszli do budynku, to już wszędzie drzwi pootwierali. Na „Centrali“, w ogromnej sali z łącznicami była nocna zmiana, Same kobiety – młode dziewczyny i starsze kobiety. Było ich 12. W ciągu dnia, byli zazwyczaj uczniowie-praktykanci ze Szkoły Łączności, ale wtedy w nocy, zawsze pracowały kobiety. Wojsko nie weszło spokojnie do Centrali, tylko wpadli tam. A kobiety siedziały tyłem do wejścia, obsługując łącznice. Wpadli tam z bronią, wycelowaną w kobiety. Jedna z nich, dostała ataku histerii. Kazali natychmiast odejść im od łącznic i powyrywali wszystkie sznury, przerywając rozmowy. Odsunęli kobiety od ich stanowiska pracy. Piętro niżej była przełączalnia automatyczna miasto-wa. Wchodziło się do przełączalni zaraz z holu po prawo, a do Centrali międzymiastowej wchodziło się polewo, schodami na drugie piętro. W pierwszej kolejności, oni weszli na drugie piętro, aby powyrywać wszystkie sznury z połączeniami, w trakcie rozmów które trwały. Kobiety musiały być do rana i dopiero poszły do domu, kiedy przyszła ranna zmiana. Były cały czas pod strażą. „Telegraf“ i przełączalnia, wszystko już było nieczynne. Ja dopiero przyszłam następnego dnia na dyżur, na godz.14:00. Wtedy już wszędzie było wojsko i na portierni i na górze. I jak tylko my przyszłyśmy, to siedziałyśmy cały czas na krzesłach, bo nic nie działało. Wchodząc do budynku, byłyśmy przez wojsko wylegitymowane i sprawdza-no, co mamy w torebkach. Rewizji osobistej nie było. Żołnierz, który nas legitymował, nie poinformował o niczym, ale my już wiedziałyśmy co się stało, bo już od godz.6:00 radio przekazywało, że został wprowadzony Stan Wojenny w Polsce. Siedziałyśmy do godz. 21:00, do kolejnej zmiany. U nas, był siedmiogodzinny dzień pracy. Od 21:00 do 7:00 rano, od 7:00 do godz.14:00 i od 14:00 do 21:00. Byłam wtedy na II-giej zmianie. Od tej grudniowej nocy, cały czas było wojsko, a my tylko podpisywałyśmy listę obecności i siedziałyśmy nie pracując. Później jeszcze doszło ZOMO, na przemian z wojskiem zajmując nasze pomieszczenia. Kiedy zezwolono na połączenia telefoniczne, to przy każdej pracownicy siedział żołnierz, a później tylko ZOMO i wtedy, każda rozmowa musiała być podsłuchiwana i miałyśmy polecenie, że jeśli w trakcie tych rozmów będzie treść antypaństwowa, należało ją przerwać. Dano nam do podpisania pismo o zachowaniu tajemnicy państwowej i żeby zgłaszać sprawy o podejrzanych rozmowach i osobach, które się ukrywały. Jak słyszałam, że rozmowa schodzi na sprawy polityczne, to przerywałam rozmowę mówiąc, że rozmowa jest kontrolowana. Żeby wiedzieli, że są podsłuchy.(69)

***

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981r. zostały wyłączone wszystkie telefony, nie tylko zwykłych obywateli, ale także służb ratunkowych: placówek służby zdrowia, w tym pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. “Zdławienie kontrrewolucji” okazało się ważniejsze od życia ludzkiego, telefonów nie włączono nawet podczas powodzi na Żuławach. Taki stan trwał do 10 stycznia 1982. Ważnym dokumentem oceniającym przestrzeganie praw człowieka i obywatela w Polsce w stanie wojennym okazał się raport Komitetu Helsińskiego [powstał w styczniu 1983, obejmując okres od 13.XII.1981r. do 31.XII.1982r., przemycony na Zachód i przedstawiony delegacjom rządowym uczestniczącym w Konferencji Madryckiej KBWE].(70)
I choć nie uwzględniono w nim wszystkich skutków stanu wojennego, na przykład fali emigracji i ucieczek z kraju, to wyjawia się z niego i tak wystarczająco ponury okres w historii PRL.

***

W tym samym czasie bliżej nieokreślona dotąd liczba chorych na skutek niemożności szybkiego powiadomienia pogotowia nie otrzymała na czas pomocy lekarskiej. To zapewne przyczyniło się do większej, nieznanej dotąd, liczby zgonów, choćby w wypadku chorób serca. O takich sytuacjach wspominają wielokrotnie świadkowie stanu wojennego. Jeden z nich odnotował: – „Tej niedzieli umarło dziecko naszej sąsiadki, trzyletni chłopczyk […] umierał i nie było lekarza, pogotowia, niczego. Wzywali pogotowie przez wojsko, milicję, trzy razy i nikt nie przyjechał. Nie mieli na to głowy. Walczyli z »Solidarnością«”.(71)

***

Wyłączenie telefonów w nocy z 12 na 13 grudnia spowodowało, że wiele informacji rozchodziło się tzw. pocztą pantoflową. Część z nich ulegała zniekształceniu, przyczyniając się do powstawania plotek. Niewykluczone też, że SB celowo puszczała je w obieg, aby pogłębić efekt wprowadzenia stanu wojennego. Były i takie, które odtwarzały elementy przebiegu wojskowych zamachów stanu za granicą. Przykładem może być pogłoska o trzymaniu internowanych na stadionach. Wraz z dopływem wiarygodnych, potwierdzonych informacji dotyczących losów internowanych plotki na ich temat zanikały. 10 stycznia zostały włączone telefony lokalne. Automatyczną łączność telefoniczną w całym kraju przywrócono dopiero 19 maja 1982 r. Ci, którzy byli szczęśliwymi posiadaczami telefonów, bądź korzystający z aparatów publicznych,  po ich uruchomieniu mieli okazję wysłuchiwać komunikatu: – „rozmowa kontrolowana”.

***

BARBARA GRUCHAŁA-GRUSZCZYŃSKA(72)
Byliśmy jeszcze w sobotę 12 grudnia do godz.22:00 w Biurze Prasowym „Solidarności“, przygotowując biuletyn. W tym biuletynie miały być materiały związane z 17 grudniem 1981r – nawet makiety były na tę okoliczność przygotowane – a druga część miała zawierać sprawozdanie z Komisji Krajowej z Gdańska i informacje o Uchwałach, jakie tam zapadły. Oczywiście, to wszystko szło przez teleks. I ponieważ nic nie przychodziło – jeszcze wtedy łączność ze światem była – więc zadzwoniliśmy do Gdańska. Powiedziano nam, że te Uchwały będą spływać dopiero najwcześniej o 4:00 rano, a nawet o 6:00. Więc powiedziałam do kolegów:- „Bez sensu, aby czekać w nocy, idźmy do domu i prześpijmy się“. I na godz. 14:00 w niedzielę umówiliśmy się, aby ten biuletyn zredagować. Servisy miały być z SIMU i BIPSU z Mazowsza oraz z Gdańska. Oczywiście, te informacje z Gdańska były wtedy najważniejsze. Ok. 23:30 wyszliśmy z budynku. Została tylko koleżanka, która obsługiwała teleksy, aby to wszystko przyjęła. Kiedy później z nią rozmawiałam, powiedziała, że kiedy zorientowała się, że telefony nie działają, przeraziła się tym (teleksy były na łączach telefonicznych). Po godz. 24:00. pobiegła do Kurii, aby zadzwonić, że jest awaria. A tam okazało się, że i u nich telefony są nieczynne. Wróciła do budynku i wtedy MO ją aresztowało. Funkcjonariusz SB i MO, wkraczając do budynku „Solidarności“ połamali meble, zabrali dokumenty, ale jakimś cudem pozostawili teleks i inny sprzęt techniczny. Oprócz tej koleżanki od teleksu, było w budynku jeszcze kilka osób. M.in:- Sekretarz, Alfred Skórzewski i wielu innych, członków Prezydium „Solidarności“, mających dyżury. W niedzielę wyszłam z domu, aby pójść na Mszę św. do Katedry, na godz.8:00. I kiedy szłam ulicą, usłyszałam wołanie sąsiadek: -„Pani Basiu, pani Basiu!!! Jest stan wojenny!
Po Mszy św. poszłam w stronę budynku „Solidarności“. Wszystko było pozamykane. Brama nie była zniszczona, okna również były całe. Wokół budynku, jakby nic się nie działo. Pomyślałam sobie, że lepiej będzie, jeśli tam nie wejdę, aby nie zostać aresztowaną. Przyszłam do domu, byłam z rodzicami. Mnie na razie nie szukali. Ale pewne zasady konspiracji musiałam podjąć, w dalszych kontaktach z ludźmi.(73)

TW.“MICHAŁ”.
Michał BOROWICZ.

/Źródło: AIPN Ld 0040_287.pdf. Karta 17-18-19. Nr ewidencyjny 43962/.           Łódź dn. 2.01.1982r.

Przyjął: Gałecki                                                                                                       
Data 30.12.1981r                                                             Tajne spec. znaczenia
Miejsce: [nieczytelne] KWMO                                          Egz. Pojed.
Informacja operacyjna spisana ze słów źródła t.w.

 “Michał” zatrudniony był w Zarządzie Regionalnym NSZZ “Solidarność” Ziemi Łódzkiej na  stanowisku kierowcy. Miał przydzieloną “Wołgę” LDS 831B. Pracę w Regionie rozpoczął w lutym 1981r. Do pracy tej wciągnął go Andrzej Trautman [TW.”Brodacz”], którego dobrze znał jeszcze z pracy w poprzednim miejscu tj. MPK. Początkowo pełnił funkcję kierownika gospodarczego […], potem jako kierowca.
karta:18 […]. W dniu 13.12.81r na godz.6:00 udał się z domu do ZR NSZZ “Solidarność”, gdyż w tym dniu miał mieć dyżur. Pod ZR zastał milicję, nie próbował wejść do środka, tylko pozostał w pobliżu. […].
Po dniu 13.12. do jego mieszkania przychodzili pracownicy byłego ZR, rozmowy dotyczyły co będzie z nimi dalej. […]

St.Insp.Wydz. IV
ppor.T.Gałecki
/podpis nieczytelny/  

***

TW “Józef” [Zbigniew Gajda] Nr 45350 był także kierowcą w ZR NSZZ “Solidarność” Ziemi Łódzkiej.

***

Budynek Z.R. NSZZ “SOLIDARNOŚĆ” Ziemi Łódzkiej, przy ul.Piotrkowskiej 258/260, został zbudowany w 1982r. (w stylu włoskiego renesansu),  wg projektu Gustawa Landau-Gutentegera, dla łódzkiego inżyniera i przemysłowca Henryka Birnbauma. W 1933r. po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, doszło tam do antyniemieckich demonstracji (w budynku mieścił się Konsulat Rzeszy z komórką NSDAP, wykonująca także działania szpiegowskie).  Po wyzwoleniu Łodzi, lokatorami tamże, został oddział zwiadu  Armii Czerwonej, aby ostatecznie zostać siedzibą Centrali Przemysłu Skórzanego. W pierwszym kwartale 1981r. budynek został przekazany Zarządowi Regionalnemu NSZZ „Solidarność”. 13 grudnia 1981r., ZOMO spacyfikowało i aresztowało działaczy łódzkiej „Solidarności” [ „NN” zdjął z elewacji budynku,  tablicę ZR „Solidarności” Ziemi Łódzkiej i powierzył do przechowania ks.prałatowi Stefanowi Ciesielskiemu, ówczesnemu proboszczowi Kościoła katedralnego]. Do 1983r. w budynku stacjonowały oddziały „MO” i „ZOMO”. Ten symbol „Solidarności” został rozkradziony, zniszczony i w końcu podpalony przez nieznanych sprawców. W tej sprawie, do redakcji łódzkich gazet: „Głosu Robotniczego”, „Dziennika Łódzkiego” i „Expressu Ilustrowanego” wpłynęły pisma podpisane przez Kazimierza Bednarskiego /LDO 44446/, Janusza Kenica /LDO 44728/, i Pawła Wielechowskiego /LDO 44181/, z żądaniem ukazania się w łódzkiej prasie informacji, zawierającej wyjaśnienia przyczyn powstania pożaru w zamkniętym budynku [w dniu 01.03.1983r]. Autorzy listu zawarli sugestię celowego podpalenia, aby zostały zatuszowane zniszczenia i braki w majątku związkowym [publikacja nie ukazała się ].(74) W tym samym roku, budynek pozyskała  Politechnika Łódzka, a pięć lat później „Związek Młodzieży Socjalistycznej”. Od 1995 r budynek stał się własnością Instytutu Europejskiego. W sierpniu 2005r z okazji 25 rocznicy powstania NSZZ „Solidarność” z inicjatywy Instytutu, na budynku umieszczono tablicę pamiątkową poświęconą Zarządowi Regionu NSZZ Solidarność i wydarzeniom 13 grudnia 1981. A w lipcu 2008r, na budynku odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą pierwszemu Prezydentowi Miasta Łodzi w III RP, Grzegorzowi Palce, którego wsparcie przyczyniło się do powstania Instytutu Europejskiego.  W 2018r., ks.prałat Ireneusz Kulesza, proboszcz parafii Św.Stanisława Kostki w Łodzi – następca ks.Stefana Ciesielskiego – przekazał  9 listopada 2007r, przechowywaną dotąd w łódzkiej Katedrze tablicę ZR „Solidarności”, Instytutowi Europejskiemu w tym mieście.

GODZINA MILICYJNA. [od godz. 22:00 do godz. 6:00].
Naruszenie „godziny milicyjnej“ potraktowane zostało przez przepisy stanu wojennego jako wykroczenie i zgodnie z art.50, ust.3 Dekretu o stanie wojennym, zagrożone karą aresztu do 1 miesiąca i karą grzywny do 5.000 zł, a po nowelizacji kodeksu wykroczeń podwyższonej do 20.000 zł, z możliwością stosowania trybu przyspieszonego [osobę zatrzymaną doprowadzano do Sądy w ciągu 48 godzin. W stanie wojennym, tryb przyspieszony stosowano często, jako represję po manifestacjach ulicznych].(75)

ZEZWOLENIA na PRZEMIESZCZANIE SIĘ.

Komunikat Urzędu Miasta Łodzi.
[…]. Każda osoba opuszczająca dotychczasowe miejsce pobytu stałego lub czasowego, powinna otrzymać zezwolenie miejscowego terenowego organu administracji państwowej stopnia podstawowego, tj. naczelnika gminy, miasta, miasta i gminy, dzielnicy, prezydenta miasta Pabianic i Zgierza. Zezwolenie jest bez względu na czasokres danej miejscowości. Nie są wymagane zezwolenia dla mieszkańców miasta Łodzi przy przemieszczaniu się z jednej dzielnicy do drugiej, oraz mieszkańców gmin, przemieszczających się na krótkotrwały pobyt (12 godz.) z miejscowości do miejscowości (np. […] przejazd do pobliskiej miejscowości do punktu skupu, po odbiór węgla itp.). To krótkotrwałe przemieszczanie, może odbywać się w czasie nie objętym godziną milicyjną, a więc od godz. 6 rano do godziny 22 wieczorem. (76)  
***
13 grudnia, czasowo wstrzymano możliwość zakupu paliw na potrzeby prywatne. Od 23 grudnia 1981 r. przywrócono możliwość zaopatrywania w paliwo taksówek (co trzeci dzień 40 l do zbiornika).
***
Od pierwszego lutego 1982 r., chyba jako pocieszenie dla właścicieli samochodów w sytuacji wprowadzanych gigantycznych podwyżek, umożliwiono osobom prywatnym zakup paliw. 10 l mógł zakupić użytkownik auta o pojemności silnika poniżej 900 cm3, a 15 l powyżej tej pojemności. Obowiązywały talony na benzynę zezwalające na nabycie jej ograniczonej ilości.         
***
W związku ze stanem wojennym Polskie Koleje Państwowe odwoływały pociągi dalekobieżne, choć oficjalnie deklarowano, że nie ma „żadnych ograniczeń w kursowaniu pociągów”. Jeździły składy pod-miejskie, wożące ludzi do pracy.
***
13 grudnia 1981 r. zawieszono międzynarodową i krajową komunikację lotniczą. Rejsy samolotowe częściowo wznowiono 17 grudnia 1981 r. Początkowo na międzynarodowe lotnisko wstęp miały tylko osoby z adnotacjami w paszportach zezwalającymi na wyjazd. Inni byli zawracani przez ochraniających lotnisko milicjantów. Notabene w stanie wojennym (ale także i wcześniej) porwano kilka rejsowych samolotów linii krajowych, m.in. do Berlina Zachodniego. Władze przedstawiały te czyny, jako akty terrorystyczne i surowo traktowały ich sprawców, wydając wyroki zaocznie.
***
Zgodnie z zarządzeniem władz obsługa bankowa osób prywatnych oraz przedsiębiorstw 14 i 15 grudnia została wstrzymana (nie dotyczyło to utargów sklepowych i wypłat związanych ze skupem rolnym). Do wyjątków należeli piekarze, którzy jako przedstawiciele zawodu o strategicznym znaczeniu dla władz mogli podejmować pieniądze z banku.(77)
***
Nowe przepisy nie ominęły organizacji zgromadzeń i imprez masowych. Jedynie nabożeństwa i ceremonie religijne mogły odbywać się bez specjalnych zezwoleń. Inne uroczystości – jak wesela, chrzciny czy nawet prywatki, wymagały zgody organów administracyjnych. W pierwszą noc sylwestrową stanu wojennego, balów nie było, a Studniówki ’82, o ile się odbywały, miały skromny i symboliczny przebieg. Nawet pogrzeby wymagały poinformowanie władz. 
***
Od dłuższego czasu w zaopatrzeniu obowiązywał system kartkowy, obejmujący wiele podstawowych pro-duktów, m.in. mięso, masło, mąkę, kaszę, płatki zbożowe, ryż, proszek do prania, papierosy, alkohol, czekoladę, inne słodycze, mydło, artykuły dla niemowląt. Problemy zaopatrzenia wiązały się bezpośrednio ze sferą produkcji, która także znajdowała się w kryzysie.(78)
Kartki sprawiały też trudności przy sprzedaży. Sporo wysiłku niekiedy kosztowało przygotowanie porcji np. kurczaka o odpowiedniej wadze. Jak wspominała sprzedawczyni:- “ Na te 70 dkg, trzy razy się leciało po tego kurczaka, żeby utrafić”. Podobnie było z opakowaniami proszku do prania, niedostosowanymi do norm przydziałowych, co powodowało kłopoty dla kupującego i sprzedawcy, który musiał proszek ważyć. Nie obywało się bez strat w ważonym towarze. Na skutek problemów z zaopatrzeniem, często nie wykupywano kartek o czasie. Władze nawet kilkakrotnie przedłużały ich ważność.(79)
***
Wprowadzenie stanu wojennego nie poprawiło niekorzystnej sytuacji gospodarczej w Polsce i nie usunęło oznak zapaści ekonomicznej kraju. Władze zapowiedziały wdrożenie reformy gospodarczej począwszy od 1 stycznia 1982r (będącej elementem systemu tzw. normalizacji). Pierwszym efektem tych działań, było jednak wprowadzenie od 1 lutego 1982r podwyżki cen żywności średnio o 241%, a także opału i energii średnio o 171%. W roku 1982 nastąpił spadek realnych dochodów ludności średnio o 30%, w porównaniu do dochodów z roku 1981, a przeprowadzona rewaloryzacja, nie była w stanie zrównoważyć obniżenia ich wartości. W okresie 1980-1985r zadłużenie zagraniczne wyniosło ponad 50 mld dolarów amerykańskich – spowodowało to deficyt towarów na rynku wewnętrznym, ponieważ Polska była zmuszona zwiększyć eksport, aby wykonać te zobowiązania. Braki na rynku żywnościowym zmuszały władze do utrzymania systemu reglamentacji wielu artykułów – w 1982 objęła ona m.in. buty (1 para obuwia na osobę na rok) i alkohol (0,5 litra na osobę dorosłą na miesiąc). W 1983 r. władze stopniowo rezygnowały z reglamentacji wybranych towarów. Od lutego zniesiono ograniczenia w kupnie mydła i proszków do prania, niedługo potem alkoholu i papierosów, a następnie słodyczy (z wyjątkiem czekolady). W czerwcu wycofano się z przydziału tłuszczów i mleka. Obowiązywały nadal kartki na mąkę, przetwory zbożowe, cukier. Jednak, jak się okazało, czasowo reglamentację przywracano. Kartki na kiełbasę i mięso, wycofano dopiero           1 sierpnia 1989r.(80)
***
Z kryzysem gospodarczym i deficytem większości towarów wiązało się funkcjonowanie tzw. czarnego rynku, czyli drugiego, nieoficjalnego obiegu handlowego. Jego częścią była praktyka ukrywania towarów przed klientami. Handel deficytowymi dobrami był dla niektórych wręcz sposobem na życie. Nielegalny handel alkoholem wzmacniał stale obecny problem alkoholizmu Był to problem społeczny charaktery-styczny dla całego okresu PRL.(81)
***
W 1980 r kurs dolara wynosił 125 zł (by przy panice w stanie wojennym, osiągnąć na czarnym rynku 1000 zł. Po tym krótkotrwałym wzroście, kurs czarnorynkowy oscylował wokół 800-900 zł, by wiosną 1982 r., spaść do 360-400 zł. Za przeciętną pensję, można było w 1981 r. kupić $35, a w 1988 – $22. Przeciętne wynagrodzenie: w 1980r – 6.040 zł / $48,32, w 1981r – 7.689 zł, w 1984r – 16.838 zł, w 1985r- 20.005 zł.
***
Dodatkową ilustracją skali podwyżek [w latach 80-tych], są odnotowane w źródłach proporcje cen, do zarobków. Na przykład para butów kosztowała około 6 tys. […]. Przy średniej zarobków 10.114 zł [1980 -1985] i w przypadku jedynego żywiciela rodziny, był to bardzo znaczący wydatek. Inne ceny: mleko – 15 zł, chleb – 18 zł, kiełbasa około 380 zł, ser żółty – 200 zł, ziemniaki – 60 zł.(82)
***
W wielu placówkach służby zdrowia, stale brakowało jednorazowego sprzętu medycznego (np. igieł, strzykawek) oraz materiałów opatrunkowych. Zdarzało się również, że w szpitalach nie było tak podstawowego wyposażenia, jak łyżek, widelców, kubków itp. Kryzys zaopatrzeniowy dotknął też usługi diagnostyczne. Na przykład; ze względu na brak odczynników, papieru oraz klisz opóźniało się wykonywanie zdjęć rentgenowskich. Odczuwano niedobór papieru do EKG292. Ważnym problemem służby zdrowia był, np. brak koksu do ogrzewania i przygotowywania posiłków. W jednym z miast województwa jego zapasy w styczniu 1982 r., wystarczyły na dwa dni, a niedostarczenie w terminie kolejnej partii tego surowca groziło wstrzymaniem przygotowywania posiłków dla pacjentów miejscowego Szpitala. Kryzysowa sytuacja występowała również w zaopatrzeniu w leki. W lecznictwie otwartym (realizującym ówcześnie 90 proc. Potrzeb), niedobory leków obejmowały około dwustu medykamentów. Najbardziej odczuwano niedobór środków przeciwbólowych, antybiotyków, leków przeciwastmatycznych, przeciwreumatycznych. Dodatkowo słabo rozwinięta była sieć Aptek.(83)

PRZEBIEG INTERNOWANIA.
Małgorzata BARTYZEL.
(84)
Z domu wyprowadziło mnie trzech Funkcjonariuszy ze starszym cywilem “SB”, a dwóch pozostało wewnątrz. Dlaczego aż tylu ich było? Nie wiem. Zapomniałam jeszcze o kierowcy samochodu i jednym Funkcjonariuszu pod balkonem. Nie byłam sama, bo niewiele wcześniej przyjechał mój pracownik z BIPSU, żeby mi powiedzieć, że coś się dzieje i o czym nie chciał mówić przez telefon. Mój mąż miał pojechać do Gdańska, ale nie zmieścił się do pociągu. “Esbek” był zaskoczony, że jest w domu i powiedział: – „Panie Bartyzel, a Pan nie pojechał do Gdańska, bo myśmy dla Pana nakazik do Gdańska wysłali“ – czyli musieli poczekać na jakiś papier. Nie było jednak mowy o internowaniu. Powiedzieli mi, że na chwilę coś trzeba wyjaśnić, tylko jeden milicjant szepnął, żebym się ciepło ubrała, bo jest bardzo duży mróz, więc się zorientowałam co mnie czeka. Ale nic nie zapakowałam, nawet szczoteczki do zębów, bo była mowa, żebym szybko się ubrała. Uzupełnieniem tego wyjątkowego “klimatu”, był łom, pozostawiony ostentacyjnie przy wejściu i zachowanie psa, z którym przyszli. Nie było rewizji. Gdyby nie ten milicjant, nie wzięłabym nawet grubego swetra i kożuszka. Mogli się jednak spodziewać, że będą u mnie jacyś ludzie z opozycji czy „Solidarności“. Nasz adres przy ul.Tatrzańskiej, był lokalem kontaktowym, jeszcze przed naszym ślubem – po śmierci Staszka Pyjasa, przechowywałam tam Józka Ruszara, który przyjechał na wiec na UŁ i potem bezpieka chciała go dopaść. W tym mieszkaniu, odbywało się wiele konspiracyjnych spot-kań w końcówce lat 70-tych, więc i później był to dom, do którego przychodziło wiele osób znanych i nie-znanych. W sierpniu 1980 r mieliśmy tam, nieformalny areszt domowy, po wcześniejszym zatrzymaniu na 48 godz. Może z tego powodu rozbiegli się po domu, z czego wnoszę, że mogli spodziewać się więcej osób. Odnosili się stanowczo, ale grzecznie. Jacek, mój mąż utknął za drzwiami po ich otwarciu. Dopiero po dłuższej chwili starszy “esbek” zwrócił na niego uwagę. Nie pozwolił sobie na odebranie okularów, przez młodego Funkcjonariusza. Wyrwało mu się słowo „Swołocz “. To była także reakcja na to, że ten cywilny Funkcjonariusz wymachiwał bronią, ale zaraz ją schował. W Komendzie “MO” spotkałam dużo znajomych, m.in. Iwonę Śledzińską-Katarasińską, Krzyśka Turowskiego, Jacka Kwaśniewskiego, a po chwili dojechał mąż [Jacek], Andrzej i Rafał Terleccy – oni podpici, eleganccy, prosto z wesela i Marka Chwalewskiego z Pabianic w pidżamie. Dopiero w pokoju przesłuchań odczytano mi decyzję o internowaniu i musiałam poddać się rewizji. Nie powiadomiono mnie na jak długo i gdzie, zostanę osadzona. Na transport w nieznane czekałam na “dołku” z Iwoną Śledzińską-Katarasińską. Przed wejściem do celi, pod-szedł do mnie stary profos z tego aresztu, którego pamiętałam z wcześniejszych zatrzymań na 48 godzin i przynosił mi papierosy. Był rozżalony, że nie puścili go na emeryturę i wyznał, że najmował się do pilnowania przestępców, a nie politycznych. Nie podano nam żadnego picia, bo zwozili aresztowanych cały czas. W “budzie” do której mnie wsadzono, były boksy z siatki. Kobiety i mężczyźni siedzieli obok siebie. Nikt nie miał przy sobie żadnych bagaży. Funkcjonariusze siedzieli w kabinie samochodu. Zatrzymywali się w lesie, repetowali broń. To była taka demonstracja, że mogą nas zastrzelić. Ilu nas było w tej “budzie”, tego nie wiem, byliśmy mocno stłoczeni. Przy takiej demonstracji z bronią pamiętam, jak Jacek Kwaśniewski powiedział nachylając się do wszystkich, że jak zaczną strzelać, to rozbiegamy się na różne strony. W końcu “buda” wjechała na teren więzienia w Sieradzu i tam wysiedli mężczyźni, a kobiety z mojego transportu chyba z pięć, zostały zawiezione do starego aresztu, pamiętającego jeszcze carskie czasy. Tam było kilka cel z piecami w których jak napalono, to można było się zaczadzić, tak bardzo kopciły, a jak nie, to można było zamarznąć. Oprócz Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, była Jadzia Płuska z Wielunia. O kolejnym transporcie do kolejnego miejsca nie byłyśmy powiadomione. Obie z Iwoną uprałyśmy na noc bieliznę a wkrótce po rozpoczęciu ciszy nocnej kazali nam się szybko ubrać i do nieogrzewanej Nyski milicyjnej nas wpakowali, z gołymi nogami, a na dworze -15°C. Nikt nie mówił, gdzie jedziemy. Po drodze zatrzymaliśmy się na długi postój na parkingu Komendy przy Lutomierskiej, gdzie było SB. Milicjanci wysiadali, my nie. Na Olszynkę Grochowską dojechałyśmy o świcie, zamarznięte, tam w celi też było zimno. Rewizja – zdawania ubrań przy temperaturze na zewnątrz -20°C. Dano koce, zaprowadzono do cel. Po kilku dniach oddają nam płaszcze i kurtki na stałe do celi, ze względu na zimno. Oddają też podręczne drobiazgi z torebek, kosmetyki.
Przez kołchoźnik, była nadawana radiowa jedynka i komunikaty więzienne. Np. pobudka o 6:00, cisza nocna o 22:00. Cele, były mniej więcej wypełnione miastami. Szybko znalazłyśmy metody komunikacji wewnętrznej przez zablindowane okna, grypsy. Więźniarki kryminalne roznosiły posiłki, przywożąc wózkami. Odnosiły się do nas z podziwem, niektóre podkradały kosmetyki. Kąpiel pod prysznicem raz w tygodniu. Relacje między nami były dobre, choć zdarzały się kłótnie. Długie rozmowy. Czytałam książki non stop i jak oddano nam rzeczy malowałam paznokcie, doprowadzając tym do pasji Iwonę Śledzińską. Na tzw. “spacerownik”, wyprowadzano nas raz dziennie, po jednej celi, na godzinę spaceru. Spacerownik był za wysokim murem, przechodziłyśmy gęsiego ścieżką za mur. Na ogół pilnował nas Strażnik z wieży, a drugi na dole. Myśmy chodziły, trochę ćwiczyły i śpiewały. Nie tylko pieśni solidarnościowe, ale np. “Musimy siać…”albo “Sadźmy przyjacielu róże…”. Funkcjonariuszki zawsze miały broń. Dłuższy czas ukrywałyśmy przed Cecylią Duninową, że jej córka Kinga, matka pięciomiesięcznego Stasia, jest w sąsiedniej celi. Przypadek sprawił o odkryciu tej absurdalnej sytuacji. Minęły się w drzwiach dwie grupy wychodzące na spacer. Waleniem metalowymi naczyniami w drzwi i groźbą głodówki, sprawiłyśmy, że Kinga Dunin została zwolniona. A do nas zostały skierowane groźby o pobiciu i nowych wyroków. Później doszła Msza święta. I dopiero po awanturach otwarto cele na te Msze i mogłyśmy się zobaczyć z innymi celami. 23 grudnia 1981r, do Olszynki Grochowskiej przyjechał o.Stefan Miecznikowski, musiał przy-wieźć więcej paczek, ale w/g posiadanych informacji, tylko jedna paczka dotarła do celi, zaadresowana do dr Marii Dmochowskiej. A w Boże Narodzenie przybył do nas Prymas Polski ks.kard.Józef Glemp. Odwiedził wszystkie cele i chwilę rozmawiał z nami, a potem odprawił Mszę św.
Transport do Gołdapi, odbył się w połowie stycznia, bez uprzedzenia, ani wskazania miejsca. Jak już byliśmy blisko, to powtarzały się sceny z pierwszej nocy stanu wojennego, tj. zatrzymywania się na odludziu, scenki z bronią, a przed samą Gołdapią mówiono, że za chwilę będziemy przekraczać granicę.
Agnieszka Romaszewska, jak tylko było miejsce ludne i znalazła jakąś szparę w milicyjnej “budzie”, to wyrzucała karteczki w nadziei, że może ktoś znajdzie i odczyta którędy nas wiozą, bo dokąd, nie wiedziałyśmy. Jak tylko przywieziono nas do Gołdapi oznajmiono nam o zakazie otwierania okien i drzwi balkonowych [były zabite gwoździami], z groźbą użycia broni. A dziewczyny równolegle, we wszystkich pokojach natychmiast zaczęły otwierać okna i zrzucać śnieg z balkoników. To była taka pierwsza próba sił.
Kolejny raz o. Miecznikowski przyjechał już do Gołdapi, ale zgodzili się na widzenie z jedną, a nie ze wszystkimi łodziankami – padło na mnie. O tym z kim będę mogła się zobaczyć, powiadomiła mnie Strażniczka. Od razu nabrałam od koleżanek garść grypsów. W rozmównicy, uściskaliśmy się z o.Miecznikowskim bardzo serdecznie. A cała rozmowa z o.Miecznikowskim odbyła pod czujnym okiem Strażniczki. Zwracał się do mnie po imieniu Małgosiu, ciepło i serdecznie. Pytał o stan zdrowia, nie tylko moje. W jej trakcie dowiedziałam się, gdzie jest mój mąż. Na koniec, była krótka modlitwa i podczas    błogosławieństwa, wręczyłam Ojcu grypsy. Podałam w uścisku z rękawa sukienki do rękawa sutanny. A w nich była m.in. lista kobiet w ciąży, i tych, które pozostawiły w domu dzieci i chorych. Cała rozmowa trwała mniej niż pół godziny pod rygorem, że jeśli ją przedłużymy to odbiorą mi widzenie z rodziną.
Grypsy były przygotowane na każdą okoliczność. Nie byłam rewidowana, ale byłam przygotowana, że tak może być. Miałam je w podwiniętym rękawie. To były ciasno zwinięte karteczki zapisane bardzo drobniutkim maczkiem. Dziś bez okularów nie przeczytam. Po powrocie do koleżanek, opowiedziałam im szczegółowo o tej rozmowie z o. Miecznikowskim. Dzieliłyśmy się każdą informacją. Psychicznie bywało różnie, w sumie gorzej niż w Olszynce Grochowskiej. Niektóre się złamały i podpisały lojalki. Porodu nie było, ale poronienia tak, po ciąży, którą lekarz uznał za nieistniejącą. Wiele dziewczyn było w gipsie, od betonu po którym przez tyle tygodni chodziłyśmy. Lekarze w Gołdapi bardziej wojskowi niż medyczni, chyba, że ktoś trafił do Szpitala, a tam duże wsparcie i życzliwa ludność, także w kuchni. Jedzenie było marne, choć tu kuchnia się starała. Ośrodek w Gołdapi był pokazowy. W dwuosobowych pokojach były cztery panie. Stan osobowy był sprawdzany dwa razy dziennie, ale bez meldunków, Strażniczki same liczyły. Były kipisze, czasem też przez “SB” z zewnątrz. Zapraszano na przesłuchania i rozmowy, oferowano lojalki lub wyjazdy zagraniczne, oferowano pomoc. Niektóre były straszone zamianą na wyrok więzienia. Budynek trochę zagrzybiony, ale dość porządny. Tam był czysty surrealizm, piękna przyroda, a wokół drut kolczasty, milicja, więziennictwo, “SB”, wojsko. Czas, wypełnialiśmy różnie. Niektóre z nas prowadziły wykłady, szkolenia, robiły na drutach, nocami grały w karty, wydawały gazetę. A ja uczyłam się angielskiego i grałam w brydża. Podkochiwał się we mnie pewien “esbek”, wyjątkowo brutalny, a wiem o tym, bo zwierzał się po pijanemu Agnieszce Lipskiej. 14 czerwca 1982r obchodzono w Gołdapi półrocznicę. W holu, zawisł transparent „Solidarności“. Internowane kobiety milczały przez 125 minut. Komendant zażądał zdjęcia transparentu. 22 lipca 1982r Święto Narodowe. Tego dnia została nas już tylko garstka. W mojej celi tylko Jadzia Szczęsna. 24 lipca, likwidacja Ośrodka w Gołdapi. Nie miałam osobistej rewizji przy wyjściu, bo trafiłam na zakochanego “Esbeka”, który zobaczywszy mnie spytał tylko, czy potrzebuję taksówkę, bo on może zamówić. I nie czekając na moją odpowiedź, natychmiast to zrobił, nawet podając mi bagaż do drzwi samochodu. Nie przeszkadzało mu to chwilę wcześniej, brutalnie przeszukać bagaż Zeni Łukasiewicz i po chwili ordynarnie odezwać się do następnej. Ten ciężki okres, nie skończył się dla mnie z chwilą powrotu do Łodzi. Przez pięć i pół roku byłam bez pracy, dorabiałam dorywczo korypetycjami i od czasu do czasu pisząc jakiś artykuł, a mój mąż zwolniony został z internowania, dopiero w połowie grudnia 1982r. Dopiero w domu dowiedziałam się, że kiedy byłam internowana, to ks. Biskup Józef Rozwadowski, na prośbę mojej mamy [Haliny Fejowej] i zapewne o. Miecznikowskiego, wpisał mnie na listę 11 osób, o które wystąpił do Komendanta Wojewódzkiego MO, płk. Moczkowskiego [Bronisława]. (85)

Marek CHWALEWSKI (1).(86)
Mieszkałem wtedy w Pabianicach na „Starówie“, ul.Konopna 8. Byłem kawalerem. Mieszkałem w swoim mieszkanku sam. Była godzina, tak między 20:00, a 21:00, gdy dostałem telefon – ostrzeżenie z „Solidarności“, że komuniści wyprowadzają czołgi. Czyli, będzie stan wojenny.
– Ukryj się gdzieś – usłyszałem.
Ja nie planowałem działania tak skrytego, gdzieś w konspiracji, jak robili to inny. Na pewno nie dałbym się wtedy wziąć, zabrać, gdyby te ostrzeżenia nie powtarzały się. Raz, a potem drugi i to usypia czujność. Nie wiadomo co jest grane. Tak sobie myślałem, że znowu tam, takie sobie gadanie że „Stan Wojenny“. I niestety, okazało się, że tym razem jest to prawda. Jest godz. ok. 22:30.  Słyszę nie pukanie, ale walenie do drzwi. Takie energiczne. To było na pierwszym piętrze. Otwieram drzwi na łańcuch, który blokuje drzwi. Ale wystarczyło, że jeden drab, szarpnął mocno drzwiami i ten łańcuch zerwał. Zobaczyłem czterech cywili, którzy wpadli do środka. Nie przedstawili się. Skojarzyłem sobie ten wcześniejszy telefon, i już wiedziałem, że tym razem ostrzeżenie było prawdziwe, że jest Stan Wojenny. Była zima, ale ja przed snem zawsze sobie otwierałem balkon, aby wpuścić świeżego powietrza, wtedy się po prostu lepiej śpi. Wyskoczyłem na balkon i zacząłem krzyczeć, jak tylko mogłem głośno:
– „Ratunku“ napadli mnie bandyci!“.
Ale nikt z tym ratunkiem nie przyszedł. Odciągnęli mnie od balkonu, i jeden z nich pilnował, abym się do tych drzwi nie dostał. Oczywiście,  pozamykali balkon i okno.
–  Proszę się ubierać, jesteście aresztowani – powiedział jeden z nich.
Zapytałem: – A wy kim jesteście?
I dopiero raczyli powiedzieć, że są z milicji.
– Proszę pokazać legitymacje, chce je zobaczyć. O której się, przychodzi?… Jest godz.22:30, znowu rewizja?“.
– Tym razem chcieliśmy pana poinformować, że został wprowadzony Stan Wojenny. I proszę nam nie utrudniać. Proszę z nami“.
Nawiążę wcześniej do mojego ojca. Oficer „SB“ ostrzegał ojca, żeby na mnie wpłynął, abym zaprzestał tej pracy przeciwko rządowi, bo oni się ze mną bawić nie będą. Przy pierwszej lepszej okazji wyprowadzą mnie do lasu i zastrzelą jak psa.
– Chce pan mieć syna?
Ojciec odpowiedział: – Jak zdążycie. A nie wiadomo, kto lepiej strzela.
Ja miałem broń, tylko nielegalnie, z tym że, zawsze ją miałem pod ręką. Oficer „SB“ w stopniu kapitana, może przypomni mi się nazwisko, ale i tak na pewno fałszywe, zakonspirowane. Ale wypadałoby je wymienić, może przypomni mi się… Szukali broni, dokumentów. A tę broń, szukali tak, aby jej nie znaleźć.  Jeden z nich wyciąga pistolet, mierzy do mnie i mówi:
– Jazda na dół do samochodu. Jedziemy do lasu, koniec z Tobą.
A ja mówię: – Bardzo przepraszam, chcesz bandyto strzelać, to strzelaj tutaj w mieszkaniu, ale do żadnego lasu z wami nie pojadę!“.
Co za różnica, gdzie mieli mnie zastrzelić.
– Jest Stan Wojenny.
Odpowiedziałem: – No to, co? Strzelaj!… Nie masz odwagi, bo patrzę ci w oczy?.
Odwróciłem się plecami: –  A teraz?
Drugi z funkcjonariuszy powiedział: – „Zostaw, zostaw, bierzemy go“.
Do spania zawsze się lekko ubierałem. Mieszkanie było dość ciepłe. Byłem tylko w majteczkach i w podkoszulku.
– Ubieraj się!
– Nie przypominam sobie, abym z panem pasał świnie… I nie mam zamiaru się ubierać. Chcecie, to mnie zabierzcie, tak jak jestem, ale się nie ubiorę. Nie będę wykonywał żadnych waszych poleceń, bo jesteście po prostu oprawcami. Jeden z nich zabrał z wieszaka moje ubranie, tak na rękę. A dwóch sprowadziło mnie do cywilnego samo-chodu osobowego, zupełnie nagiego. Butów ten funkcjonariusz niestety nie zabrał. Zabrał tylko ubranie. Zawieźli mnie na Komendę MO na ul.Kopernika w Łodzi. Funkcjonariusz rzucił moje ciuchy na krzesło. Od jednej z kobiet internowanych usłyszałem:
– Panie Marku, niech Pan się ubierze, bo sił będzie na długo panu potrzeba teraz. Niech pan sobie zostawi zapas sił i da im spokój, bo to nie ma sensu. Postanowiłem się ubrać, aby jak wariat nie biegać na golasa. No i ubrałem się w to, w czym na co dzień chodziłem, w sweter i marynarkę. Dopiero w więzieniu w Sieradzu, dostałem porządne więzienne buty. Zgromadzili nas w sali na parterze. Spisywali dokumenty. Trwało to chyba z godzinę.  Było nas chyba ze 20 osób, ale nie chciałbym wymieniać liczb, aby się nie pomylić. Większość ludzi, było z KSS KOR-u. Z nimi też współpracowałem, np. z Józkiem Śreniowskim. Były też wśród zatrzymanych trzy panie, które współpracowały z KOR-em. M.innymi była pani, której syna zamordowali na Komendzie, ale nie pamiętam w której, nie pamiętam nazwiska. Z mężczyzn, też teraz nie pamiętam nazwisk. Wiem tylko, że byli z KOR-u, ale kto, żeby ich wymienić, to nie pamiętam. Józek Śreniowski byłby więcej wiedział, kto tam wtedy był.(87)

INNE:
Podczas aresztowania w domu Kingi Dunin – Horkawicz, jej mąż Sergiusz [Kowalski], bronił ją przed aresztowaniem (w konsekwencji pobity). Został internowany, a Kinga zabrana z 5-cio miesięcznym Stasiem na Komendę M.O. A tam, funkcjonariuszka milicji, wyrwała synka z jej rąk i przekazała do Domu Dziecka w Warszawie [to dziecko, było chore]. Janusz Dunin-Horkawicz [dziadek], bezskutecznie dowiadywał się o miejscu umieszczenia wnuka. W tych poszukiwaniach, nie był osamotniony. Potwierdzeniem tego była kartka, wciśnięta w szczelinę drzwi mieszkania, aby zgłosił się do oo. Jezuitów przy ul.Sienkiewicza w Łodzi.(88)

Z.K. w SIERADZU.
Marek CHWALEWSKI (2).  
/Zakład Karny, ok.70 km od Łodzi. Powstał z inicjatywy Fryderyka Skarbka w 1836 r. w budynkach po manufakturze. Karę wówczas wykonywano w systemie celkowym augsburskim (więźniowie w nocy byli odosobnieni pojedynczo w celi, zaś w dzień pracowali wspólnie). W roku 1868 więzienie przejęli Rosjanie. Posiadało ono już wówczas własny szpital, kaplicę, fabrykę płótna i przędzalnię. W okresie II Rzeczypospolitej więzienie służyło polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. W czasie II wojny światowej wykorzystywane przez hitlerowców, stało się miejscem martyrologii Polaków. Po wojnie obiekt w dalszym ciągu pełnił funkcje izolacyjne. W 1956 r. został podporządkowany resortowi sprawiedliwości. Zakład Karny w Sieradzu był przeznaczony dla mężczyzn. Jego pojemność to 923 miejsca. To jednostka typu zamkniętego z oddziałami typu półotwartego oraz aresztem śledczym./

…Wsadzili nas do więźniarki i przewieziono do więzienia w Sieradzu. Nie mówili, gdzie nas wiozą. Rozmawialiśmy w trakcie transportu, o Stanie Wojennym i gdzie nas mogą wywieźć. Nie pamiętam, czy to był korytarz, czy była to duża sala,  ale zgromadzili nas po to,  aby wydać koce do spania  i skierowali do cel. Więźniów kryminalnych wyprowadzali do innych cel, lub wywieźli do innego więzienia, to już trudno jest dojść, ale był tam wielki bałagan, porozrzucane po celach przedmioty i to według mnie, bardzo potrzebne dla każdego więźnia – zdjęcie rodzinne, czy kubek, szczoteczki do zębów. Po wejściu do celi zobaczyłem, że tych ludzi zabierano w pośpiechu. Mam trochę praktyki, gdyż byłem wcześniej dwa razy internowany. Z kim siedziałem? Już teraz nie pamiętam z kim. Było nas sześciu internowanych, ale do licha nie pamiętam,  kto tam jeszcze był. Ale inne zdarzenie z tej celi pamiętam. Po kolei wzywano nas na tzw. rozmowy „profilaktyczne“ – o tym decydowało „SB“. Namawiali do współpracy lub do podpisania “Oświadczenia”, tzw.“lojalki“. Otwiera się cela i strażnik mówi:– Chwalewski do wyjścia!
– Do wyjścia?…-  No to, wychodzę. Zostałem zaprowadzony na pierwsze piętro i  tam usłyszałem od tego strażnika:
– Sala taka i taka, oficer „SB“ czeka, chce przeprowadzić rozmowę.
Odpowiedziałem strażnikowi: – Proszę pana, niech mnie pan odprowadzi do celi, bo ja z tymi panami rozmawiać nie mam zamiaru.
–  Czyli nie będzie pan rozmawiał?  
– Kategorycznie odmawiam.
– Dobrze.
I odprowadził mnie do celi. Rano szykuje się cała cela na spacer. Zakładam swoje buty więźniarskie, a tu okazuje się, że cały obcas jest ucięty nożem, równo.
– Który to zrobił? Co wam się za głupie żarty trzymają?! – zwróciłem się z pretensją do kolegów – Rzeście mi buty zepsuli.
– To nie są twoje buty, tylko państwowe.
Zareagowałem: – Ale jak będę chodził, jeden but wyższy od drugiego. Po co to wam potrzebne?
Jeden z kolegów powiedział do drugiego kolegi: –  Powiedz mu, niech się nie wścieka.
Okazało się, że koledzy wycięli z gumy obcasa, pierwszą pieczątkę: – Internowani, rok 1981 w ZK Sieradz. Byli fachowcami, znalazły się żyletki i ładnie to wycięli. I nawet mam taką, odbitą w książeczce do nabożeństwa, którą mam jeszcze do tej pory. Jak to już zobaczyłem, że coś takiego robią, to powiedziałem:
– Dobrze, dobrze. Wszystko w porządku, tylko drugiego obcasa mi nie ucinajcie.  
Pamiętam inne zdarzenie ze spacerniaka. Śnieg tak ładnie pięknie poprószył, wszędzie biało, czyściutko na dworze i jeden z kolegów na spacerniku na plecach się położył i machając rękoma i nogami, zaczął robić „orła“, jak to robią dzieci. Wstał, dorobił koronę. Strasznie to się nie spodobało strażnikowi na wieżyczce. Na jego okrzyki, nie zareagowaliśmy.(89)

/Źródło: Archiwum Akt Nowych. Radio Wolna Europa/

Marek NIESIOŁOWSKI (90)
Pogrzeb naszego ojca… Ojciec umarł 26 grudnia 1981r. W ogóle, nie chcieli go zabrać z domu do Szpitala. Dopiero po awanturze rodziny, zabrali go do Szpitala na Stokach, na Internę. I umarł tam, nie powiadamiając mnie o tym. Pogrzeb był 31 stycznia 1981, w Sylwestra. Dowiedziałem się o tym od mamy i siostry Ewy, które przyjechały do Sieradza 4 stycznia 1982, już po pogrzebie.
Rodzina musiała dostać zgodę z Urzędu Miasta, na kondukt pogrzebowy, na ten dzień obowiązujący. Siostra musiała się dowiedzieć w zakładzie pogrzebowym, że taki przepis obowiązuje. Poszła tam i ktoś musiał podpisać zobowiązanie, że nie będzie żadnej demonstracji. I taką zgodę uzyskali. Nie pamiętam, czy to był wymóg Wydziału Wyznań. Takie zobowiązanie podpisała koleżanka siostry dr Ewa Małolepsza i ona wzięła odpowiedzialność za spokój na pogrzebie. W „Głosie Robotniczym“ z 30-31 grudnia 1981 powinna być notatka „Zarządzenie o zgodę na kondukt pogrzebowy“. O. Miecznikowski interweniował w Komendzie „MO“, aby mnie i brata wypuścili, że my nic nie zrobimy. Ale na próżno. I okazało się, że grób jest wykopany zbyt płytko. To stwierdziła moja siostra, zadzwoniła do Mieczysława Góry – pracowali razem w Muzeum Archeologiczno-Etnograficznym, na Placu Wolności w Łodzi. Wziął i sam wykopał ten grób. I gdyby nie poszła wcześniej na cmentarz, nie byłoby pogrzebu. Obstawa na  pogrzebie była solidna, co drugi to „Ubek“. O.Miecznikowski był na pogrzebie, celebrował ceremonię pogrzebową. Powiedział piękne słowa, stojąc na pryźmie śniegu.
Nie wiem, kto powiadomił o. Miecznikowskiego, może siostra, może ktoś ze znajomych, trudno mi to powiedzieć. Wcześniej, doszły takie wiadomości do mnie w więzieniu w Sieradzu, ale na zasadzie:- ojciec dwóch braci zmarł i nie chcą ich puścić na pogrzeb. Ale kogo, nazwisko?… Taka myśl mi przyszła, że może o nas chodzi, ale tylko tyle. Potwierdzenie otrzymałem dopiero od rodziny.

Mieczysław GÓRA.(91)
Janusz Niesiołowski, senior rodu zmarł w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Dwóch synów internowanych:- Stefan i Marek. A Ewa, ich siostra, została sama z całym bagażem do zorganizowania pogrzebu. Troszeczkę jej pomagałem w załatwianiu spraw urzędowych. I tak wypadło, że pogrzeb zaplanowano na dzień 31 grudnia, w Sylwestra, na godz. 14:00. Miał być pochowany w grobie rodzinnym. A w przeddzień, Ewa, dzwoni do mnie  – miała dni wolne i powiedziała:
„Słuchaj, za płytko wykopali grób, tylko na 1,30.m. [w/g przepisów 1,70], i nie chcą pogłębić “. 30 grudnia, od samego rana, zjawiłem się w Administracji cmentarza i poprosiłem o łopatę, kilof. No i jeszcze do tego była szypa. Uzgodniłem wszystko z grabarzami, od nich dowiedziałem się, jak głęboki ma być grób, aby zmieściły się w przyszłości, dwa, a nawet trzy trumny. Wyszło, że 2,60 cm od powierzchni ziemi. Ale zapomniałem jeszcze o jednym narzędziu, o drabinie.  Kopałem może z 1,5 godziny. Patrzę, nie ma jak wyjść z tego dołu grobowego. Dobrze, że umówiłem się w Administracji, że przyjdą do tego grobu za dwie godziny i miałem zamiar tam czekać. A ja, przed czasem zrobiłem to pogłębienie. Na szczęście przechodziła jakaś pani i ją poprosiłem o pomoc, aby przyszli grabarze i mnie wyciągnęli. Tak się też stało. Przyszli grabarze i za pomocą drabiny z niego wyszedłem. To był okres między Świętami, było dużo pogrzebów. Taka była argumentacja grabarzy, dlatego podjąłem taką decyzję. W/g mnie dalsze kopanie w surowej glinie, było dla nich za uciążliwe. Tak to tłumaczę. Chcę powiedzieć, dla wyjaśnienia dalej spraw pogrzebowych w tym dniu i następnym, że zapewniliśmy internowanym: Markowi i Stefanowi Niesiołowskim, serwis fotograficzny całego pogrzebu. Stąd dzisiaj rodzina ma zdjęcia, wykonane przez dwie osoby: Krzysztofa Cyrka i przeze mnie. Dwoma aparatami dokumentowaliśmy przebieg całości pogrzebu. Dzisiaj wiem od Marka Niesiołowskiego, że ma te zdjęcia. Dla rodziny, to było ważne. Nie zwolnili internowanych chłopaków na ten pogrzeb. Przynajmniej mogli później zobaczyć przebieg tego pogrzebu. To był pomysł nawet nie mój, tylko pana Cyrka, obecnie profesora na Uniwersytecie Toruńskim. Niedawno o tym mu przypomniałem, kiedy chowaliśmy Ewę Niesiołowską. „Patrz“ – powiedział: – „Twoja robota się przydała. Twoje pogłębienie..“. W tym grobie rodzinnym, jesienią 2008r – była wtedy piękna słoneczna i ciepła pogoda – pochowano seniorkę rodu Halinę. A zimą 26 stycznia 2013r, chowaliśmy Ewę. I jeszcze ta trumna, zmieściła się tam. Mam taką satysfakcję, że pomogłem w sprawie. A najbardziej cieszyłem się, że zrobiłem chłopakom reportaż zdjęciowy z tego pogrzebu.
Uroczystość pogrzebową celebrował o. Stefan Miecznikowski. Bardzo ładnie mówił o zmarłym, że był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920r, i był żołnierzem września 1939r, później także w AK. Mówił dość szczegółowo, co nieboszczyk, Janusz Niesiołowski, zrobił w podziemiu. Nie było żadnych demonstracji, gdyż dodatkowo wszyscy byli pod wrażeniem pierwszych dni Stanu Wojennego. Wtedy po pogrzebie, nawiązała się między nami a o.Miecznikowskim łączność, już innego rodzaju. Dołączyliśmy się do grupy pomagającej w Ośrodku Pomocy dla Uwięzionych, Internowanych i ich Rodzin, przy Kościele o.o.Jezuitów, jako Komisja Zakładowa „Solidarności“, w Muzeum Archeologiczno-Etnograficznym.

Podwoziliśmy rodziny Internowanych, do miejsc internowania. Dla mamy Haliny i Ewy Niesiołowskiej, dwukrotnie załatwiliśmy transport, do więzienia w Łowiczu, w którym siedział Marek. A po jego wyjściu, zawieźliśmy go do Darłówka nad morze, do brata Stefana, gdzie siedział. To była wczesna jesień 1982r.

Z.K. w  ŁĘCZYCY.
Paweł SPODENKIEWICZ.
(92)
/Zakład Karny, ok.70 km od Łodzi. W Polsce o najostrzejszym rygorze. Nigdy, nikomu, nie udało się stąd uciec. W średniowieczu Klasztor Dominikanów, zmieniony w 1799r na więzienie przez władze pruskie. Najwięcej skazanych przebywało tu w okresie międzywojennym – ponad 1200 osób. Więzienne cele, musiały pomieścić nawet 50 osób. Wyrok za długi karciane, odbywał w nim mąż Marii Konopnickiej. Tu swego czasu, siedział Władysław Gomułka./

Zostałem zatrzymany o godz. 1:00-1:30 w nocy we własnym domu przy ul. Nowopolskiej (mieszkaliśmy w małej kawalerce 20 m2). Tego dnia, a właściwie tej nocy, byłem na przyjęciu u przyjaciół. Wtedy wielką atrakcją było słuchanie czarnych płyt. Ktoś miał dwie płyty czarne, pamiętam ich tytuły:- „Sketches of Spain”- Miles Davis’a. Wróciłem do domu nocnym autobusem, ulice zupełnie puste. Nie zauważyłem, że coś się dzieje. Jak wszedłem do domu, to funkcjonariusze stali w pokoju. Pokazali mi jakiś dokument. A na tej kartce napis: – „ Stan wojenny“. Powiedzieli: – „Jest Pan internowany“, co dla mnie było nowym pojęciem. Żona była z 3. letnim synkiem i była dodatkowo w 9. miesiącu ciąży. Dramatyczna sytuacja rodzinna. Żona była blada, przerażona. Jeden z funkcjonariuszy był po cywilnemu, drugi w mundurze. Zabrałem coś ciepłego i szczoteczkę do zębów. Zrozumiałem, że jest stan wyjątkowy. Jak mnie wyprowadzali, to miałem zamiar rzucić się do ucieczki, ale się zawahałem. Nie byłem skuty kajdankami. Wyszliśmy przed dom – po chwili czekania, podjechał cywilny samochód „Fiat-125p“. Zawieźli mnie na ul. Lutomierską [Komenda Wojewódzka „MO”].
Miałem zwyczaj, że nie wdawałem się w rozmowę z UB-ekami. Wprowadzono mnie do pokoju na którymś piętrze, tam mnie posadzono. Tam dostałem kartkę z decyzją o internowaniu. Była dziwna sytuacja, bo na pustym stole, leżała kartka z numerem telefonu mojego kolegi. To było celowo, aby rzucić podejrzenie. Skąd ta kartka się tam wzięła, nie wiem. Nie pamiętam w jakim stopniu był funkcjonariusz. Był uprzejmy. Potem wyprowadzono mnie na dół do piwnicy. Tam były cele, część więzienna. Ale nie od razu wprowadzono mnie do celi, tylko stałem na korytarzu i tam dołączono do mnie Jerzego Drygalskiego. Znaliśmy się wcześniej – też opozycjonista. Ubrany był w długi płaszcz, pamiętam, że zdenerwowany, pytał się pilnujących nas funkcjonariuszy, czy jego rodzina będzie powiadomiona. A oni odpowiadali, że “Tak” (dobry naukowiec, miał bronić doktoratu w grudniu). Zamieniliśmy zdawkowe pozdrowienia – obaj byliśmy zdenerwowani, krótko tam staliśmy. W końcu wyprowadzono nas na dziedziniec, do samochodu więźniarki “Star-Osinobus”. Buda zamknięta, bez okien. W środku ławki, krata zaraz za drzwiami. Wszedłem tam i muszę powiedzieć, że się ucieszyłem. W tym sensie, że spotkałem znajomych, przyjaciół. Nagle przestałem się czuć samotny. Wśród nich byli: – mój przyjaciel Wojtek Jeśman, Janusz Hetman – głównie ludzi z mojego środowiska KOR-wskiego – Maria Dmochowska, Jadwiga Szczęsna (matka Joanny Szczęsnej). Aresztowani byli ubrani różnie. Marian Miszalski był w pidżamie. Odkąd go pamiętam, to chodził cały czas w pidżamie. Tak chodził w więzieniu.
Zawieźli nas do ZK Łęczyca. Próbowaliśmy przez jakąś szparę zobaczyć kierunek jazdy, ale szpary były zbyt małe, aby to stwierdzić.  Nad ranem dotarliśmy do ZK Łęczyca, gdzie jeden blok był opróżniony dla więźniów politycznych. W tym celu ściągnięto wszystkich funkcjonariuszy z urlopów i po pracy. Oni też byli powiadomieni w ostatniej chwili i dopiero wtedy dowiedzieli się, że jest stan wojenny (aby się nie rozniosło, strażnicy nie byli wcześniej powiadomieni). Przed otwarciem drzwi “budy” rozlegało się szczekanie psów i to było bardzo deprymujące. Ale wtedy pani Szczęsna, rozładowała napięcie mówiąc: – A teraz “ścieżka zdrowia”, a po chwili:- “Ale, my ich…”.
Po otwarciu drzwi, zobaczyliśmy szpaler strażników więziennych, stojących po bokach „budy”. Wprowadzono nas do mrocznego budynku – wchodziliśmy parami. Strażnicy milczeli.  Była duża sala, gdzie stało biurko. Zauważyłem, że poprzednikowi kazano wyjąć wszystko z kieszeni.I ja wtedy, włożyłem rękę do kieszeni, bo zdałem sobie sprawę, że mam tam kartkę z adresem mojego kolegi ze studiów Zdziśka Pakulskiego – spotkałem go dzień wcześniej na ulicy. Postanowiłem to połknąć. Strażnicy, a było ich sporo to zauważyli i rzucili się na mnie, zabierając tę kartkę. Oczywiście, tego samego dnia, miał Pakulski rewizję. Wszyscy internowani stali w rzędzie, przed biurkiem. Zapisywano personalia. Zbierano odciski palców. Zaprowadzono nas do cel. Było tam trochę zamieszania, starałem się trzymać blisko Wojtka Jeśmana, aby trafić do tej samej celi. W końcu trafiliśmy do jednej celi z Benedyktem Czumą, Januszem  Płóciennikiem i jednym „Solidarnościowcem“, którego nazwiska teraz nie pamiętam [ był to Walenty Jakobson – cela nr.15]. Byliśmy w piątkę, ale po dniu-dwóch, tego nieznanego mi “Solidarnościowca” wypuszczono i zostaliśmy we czterech. Więzienie miało grube mury z drewnianą podłogą w celach, był kaloryfer. Było dość ciepło. Na ścianach bazgroły, prycze [piętrowe], umywalka, sedes, mały stolik, taborety, śmierdzące koce. Mieliśmy na sobie własne ubrania. Przez zakratowane okienko była szpara, przez którą coś było widać. Bo za kratami była blinda, płyta ze zbrojonego szkła. Przez tę szparę słychać było hałas. Widać było przejeżdżające „Skoty“ [transportery opancerzone]. Nie było widać ludzi.
Kołchoźnik – był zawieszony nad drzwiami. Oprócz komunikatów o posiłki były wiadomości, oficjalne radiowe. Kołchoźnik nie nadawał muzyki. Tam usłyszeliśmy o masakrze w Kopalni Wujek. To był szok. Byliśmy bardzo wkurzeni. Rozpłakałem się…
Pamiętam, że był pieczony chleb. Zupełnie czarny chleb, taki jak glina. Małe bochenki, nawet dość smaczne. Jadłospis zapowiadali w kołchoźniku z wyliczeniem, co do grama kalorii. Absurdalna sytuacja. I to się powtarzało. Monotonny głos funkcjonariusza brzmiał jak komunikat na kolei. Jego głos był dla Internowanych zabawny. Jedzenie było podłe. Podstawowym daniem była zupa, w której było wszystko:- kluski, ziemniaki i kasza. Nie wiem, co to były za zupy. Niesmaczne, generalnie. Sztuka  mięs, była kawał-kiem mięsa z tłuszczem, ze skórą, niejednokrotnie nie “ogoloną” z włosów. Ziemniaki gotowane w parniku, jedne nieugotowane inne rozwalające się. Drzwi w celach były na całą szerokość otwarte i każdy z nas podchodził ze swoimi metalowymi miskami – takimi psimi miskami, po poprzednich więźniach z wyrytymi inicjałami. Dwaj funkcyjni więźniowie kryminalni w drelichach więziennych i z napisem na plecach „ZK”, nosili kotły. Nakładali nam łychami jedzenie do misek. Nazywaliśmy ich “kalifaktorami” – tak nazywał ich Benedykt Czuma, który wprowadził nas w te tajniki więziennego życia, w jego język, problematykę więzienną, zachowanie strażników itp.Kiedy tam zostaliśmy “zakwaterowani”, od razu wzięliśmy się za szorowanie naczyń.
Spacerniak: – puszczali celami. Trwało to może z 10 minut. Zbyt krótko. Dlatego był problem niedotlenienia. Brak ruchu. Ja robiłem jakieś ćwiczenia, aby się dotlenić, wykonywałem różne ćwiczenia. Nawet skakałem żabką wokół spacerniaka. Był to okrąg wokół klombu o promieniu 15 metrów. Właściwy spacerniak był w innym miejscu, ale był nieodśnieżony, pokryty dużą warstwą śniegu, dlatego chodziliśmy wewnątrz dziedzińca. Wartownik nas pilnował i kolejny na „Kogucie“ [wieżyczka więzienna]. Pierwsze dni, były głównie przeznaczone na sen. Bo wszyscy, ogromnie wcześniej pracowali. Był w celi jakiś „Solidarnościowiec“, zdaje się, że nazywał się Wiśniewski [Edwin – cela 29] – Cały czas leżał na pryczy, tak go ścięła sytuacja „Stanu wojennego“ i Internowania. Po kilku dniach wyszedł. Nie wiadomo dlaczego. Nikt nam nie mówił, jak długo tam będziemy. Strażnicy też nic nie wiedzieli. Więźniowie kryminalni, którzy roznosili kotły z jedzeniem, nie nawiązywali z Internowanymi kontaktów. Benedykt miał kupę dzieci, Wojtek też miał małe dziecko, Janusz Płóciennik też miał małe dzieci. To była trudna sytuacja z tego powodu dla nas. Szczególnie dla mnie, to oczywiste. Żona była w ciąży,  do pewnego momentu ciąża była problematyczna, musiała leżeć.
Była Msza Święta w Łęczycy, w sali większej niż nasza cela. Ołtarz ze zestawionych stołów. Wszyscy Internowani byli na tej Mszy Św. I wtedy mogli się wszyscy zobaczyć. Atmosfera podniosła. Wrażenie niesamowite, zwłaszcza z kazania ojca Miecznikowskiego. Nie jestem katolikiem, wiec nie miałem doświadczeń z kazaniami, nie byłem osłuchany, ale to kazanie ojca było dla mnie objawieniem. Mówił wyrafinowanym językiem, przepiękną metaforą. W tym dniu było święto Trzech Króli. Ojciec Miecznikowski, opisał historię wędrówki za gwiazdą betlejemską tych mędrców. Powiedział m.innymi:- „..Tak jak oni wędrowali za tą gwiazdą, tak my powinniśmy wędrować za głosem sumienia… To jest dla nas drogowskaz“. W tym czasie, kiedy tkwiliśmy w tym brudzie, w tej brzydocie, gdzie wszystko w tym więzieniu było tak uchychłane, to było coś jak z innego świata – piękna klasyczna polszczyzna, piękna retoryka.
Tuż przed wigilią dostaliśmy ciasto z Ośrodka Pomocy dla Internowanych, Więzionych i ich Rodzin, działającego przy Kościele oo.Jezuitów w Łodzi. Ciasto pochodziło z Holandii. Pierwszy raz jedliśmy takie gotowe ciasto. Przynieśli nam strażnicy do celi, zapakowane w folii, z kolorową taśmą. Oprócz tego, było fajne poczucie, że Zachód o nas pamięta, że Zachód o nas wie. Nie pamiętam, czy był opłatek. To mi się zatarło. Może z chleba?.. Wcześnie wyłączali światło – o godz. 21:00. To nas denerwowało [zapadały kompletne ciemności]. I my zrobiliśmy kaganek z margaryny i z tej folii od ciasta holenderskiego. W zrobionym z folii naczynku, rozpuściliśmy margarynę, kaganek kopcił, drgał. Wyglądaliśmy jak z obrazu Caravaggia.

Krzysztof BIŃKOWSKI. 
[…] Umieszczono nas w dwóch celach, pod nr 27 i 29, pozostawiając pomiędzy nami pustą celę. Pozostawiono ją zapewne dla wygodnego podsłuchiwania nas. Pomieszczenie było dosyć duże, w odróżnieniu od okna, które było nad wyraz maciupeńkie i ponadto przesłonięte blendą z nieprzezroczystego szkła. Po zgaszeniu światła w biały dzień w celi było po prostu ciemno. Możliwości porozumiewania się istniały praktycznie tylko w czasie spaceru i to też nie bezpośrednio. Sam spacernik wyglądał jak tunel łączący klatkę lwa z areną cyrku. Poruszaliśmy się takim tunelem w kółko. Wartownik pilnował, aby sąsiednia cela znajdowała się dokładnie po drugiej stronie spacernika. Czasami komuś udało się odwrócić uwagę klawi-sza i spowodować, że upuszczona kartka trafiała do tych z drugiej grupy. Więzienny radiowęzeł podawał, co będzie jutro do jedzenia. Lektor rozśmieszał nas do łez z powodu swego niezwykle grubego głosu. Komunikat brzmiał mniej więcej tak:- „Śniadanie: kawa czarna słodzona, chleb, margaryna. Obiad:- ziemniaki, surówka, krupnik z kaszy pęczak. Kolacja: mleczna – manna, kawa. Kalorii 2950; cena posiłku 52,53 grosze. Smacznego!”. Poprzez kołchoźnik ogłaszano też listę ukaranych więźniów. Pewnego razu podano, że któryś z kryminalnych został ukarany za rysowanie kredą na spacerniku antypaństwowych napisów. Innym razem o tym, że w czasie wystawiania kostki [złożonego ubrania] na korytarz, ktoś nakleił sobie na czole 500 zł. Kara w tym wypadku brzmiała:- 14 dni twardego łoża.[…]. Znowu wzywano nas na rozmowy. Powołując się na podpisaną przez PRL Kartę Praw Człowieka i Obywatela, zaczęliśmy domagać się Statusu Więźnia Politycznego. Odpowiedzią na nasze żądania była audycja, którą nadano przez radiowęzeł więzienny. W audycji padło zdanie, że czołowi przywódcy „Solidarności”, dopuścili się zdrady narodu. Przyrównano np. Słowika z Łodzi, Moczulskiego i innych, do Judasza. Po pewnym czasie podano komunikat, iż na życzenie słuchaczy powtórzą audycję.[…]. Do Łęczycy w krótkich odstępach czasu zaczęły jechać transporty z Łodzi, Płocka, Lublina i Warszawy.[…]. Od czasu do czasu odwiedzał nas ksiądz Stefan Miecznikowski […]. Siwiutki jak gołąbek, malutki człowieczek odziany w komżę. Mały wzrostem, ale wielki sercem. Spotkania z ks.Miecznikowskim stanowią niezapomniane przeżycia. Odwiedzając nas, witał się z każdym z osobna. Na zakończenie każdej Mszy św., śpiewaliśmy „Boże coś Polskę”. Pieśń ta, śpiewana tutaj i w takim czasie, brzmiała szczególnie wymownie. Wreszcie SB, zabroniła księdzu Miecznikowskiemu, spotykanie się z nami.[…].(93)

Z.K. w  OLSZYNCE GROCHOWSKIEJ.
Dr Maria DMOCHOWSKA
.(94)
/ ok.150 km od Łodzi. Warszawskie więzienie na Grochowie z zewnątrz wygląda niepozornie. Można ten budynek pomylić z innymi, które znajdują się przy ulicy Chłopickiego. Początki Aresztu Śledczego, sięgają lat 70-tych.  Polskie Koleje Państwowe, rozpoczęły budowę Zakładu Karnego w Warszawie-Grochowie, który miał być ośrodkiem pracy więźniów dla potrzeb kolejnictwa. W dniu 22 maja 1975 roku na podstawie Zarządzenia nr 19/75/ CZZK Ministra Sprawiedliwości, zniesiono Areszt Śledczy w Warszawie-Pradze oraz Zakład Karny w Warszawie-Grochowie i utworzono Areszt Śledczy w Warszawie-Grochowie, przeznaczony dla kobiet/.

[…]. “ Przed świtem lądujemy w Olszynce Grochowskiej, areszcie – więzieniu dla kobiet. Jest to kompleks baraków, prawie w polu. Pawilony, długie korytarze, każdy oddzielony od innych kratą. „Klawiszki“, wystrojone w eleganckie mundury, same „oficerki“ – i wyraźnie po wódce, ale choć były     „w stanie wskazującym na użycie“, trzymały się sztywno i z pewnym, dla widza z boku, zabawnym fasonem. V pawilon, od września czekał na „Solidarność“, pusty, opróżniony, [mimo tłoku w kobiecym więzieniu], odmalowany, a ponieważ nikt nie zna dnia ani godziny, więc też i nie był ogrzewany. Można sobie to wyobrazić: minus 20 stopni mrozu na dworze, cienkie ściany baraku i brak ogrzewania.[…]. W nocy światła zapalone.[…]. Nasza cela nauczyła się, więziennymi metodami, porozumiewać z koleżankami obok. Przez ścianę, „w czwórce“, jest Gaja Kuroniowa, Krysia Romaniuk, Halinka Stefanowska, autorka żeglarskich piosenek, redaktor redakcji morskiej P[olskiego] R[adia], znana spikerka i dziennikarka z TV Ewa Komorowska, Agnieszka Romaszewska [- Guzy, dziś znana reporterka z trudnych terenów]. Gdzieś dalej, siedzi Krysia Lityńska, Ludka Wujcowa i inne, czyli „kwiat“ warszawskiej i polskiej opozycji. I nagle wstrząsająca wiadomość. W 5. celi, siedzi Kinga Dunin-Horkawicz, matka pięciomiesięcznego synka Stasia – żona Sergiusza [Kowalskiego], matematyka, też internowanego. Jego pobili, gdy ich bronił. A ją zabrali z dzieckiem na ręku. Na Komendzie, funkcjonariuszka „MO”, podstępnie wyrwała małego Stasia z rąk Kingi. W naszej celi, siedziała „Inka“[Cecylia] Dunin, matka Kingi. Przeżyłyśmy wtedy straszne chwile. Inka, przez otwarte okna, mimo mrozu, nawiązała krzykiem, kontakt z córką. Obie cele, natychmiast podjęły solidarnościową głodówkę w sprawie uwolnienia Kingi. Ona groziła władzom, nie tylko głodówką, ale nawet samobójstwem.“ […].(95)

„INKA“ Cecylia DUNIN-HORKAWICZ(96)
[…]. Pobyt w areszcie śledczym, to jakby przedsionek piekła. Tam należy się pożegnać z normalnym, ludzkim traktowaniem, poczuciem własnej godności i prawem do obrony. Kiedy pierwszy raz usłyszałam trzask zamykanych drzwi celi, odczułam co to strach – od obawy o przyszłość, po paniczne przerażenie. Będąc w celi, utraciłam ludzką podmiotowość, stałam się bezwolnym obiektem manipulacji władzy […]. Olszynka Grochowska – to doświadczenie całkiem nowe. Dowiedziałam się, jak smakuje pozbawienie człowieka wszelkich praw do prywatności. Przede wszystkim, należy liczyć się z tym, że w każdym momencie, można być podpatrywanym, podsłuchiwanym i kontrolowanym przez funkcjonariuszy. Tak było w celi, w gabinecie lekarskim, w czasie widzeń, w łaźni, wszędzie!.. Intymność nie istnieje. Najdotkliwiej to odczułam w sferze higieny osobistej. Mycie się w zasięgu wzroku obcego człowieka, wspólna łaźnia, gdzie do każdego prysznica tłoczy się kilka gołych bab. Publiczne urządzenia sanitarne, ratowane przygodną szmatą w charakterze zasłonki, no i wszechobecny brud. To wszystko powodowało, stan ciągłe-go zażenowania, a dosadniej – permanentnego wstydu. Ale głębokiego upokorzenia, poza zwykłym wstydem, doznałam w gabinecie lekarskim szpitala więziennego na Rakowieckiej, gdzie trzech funkcjonariuszy, obok lekarza, „konsultowało“ mój guz piersi […].(97)

TRANSPORT KOBIET DO GOŁDAPI.
/ok. 440 km od Łodzi. Ośrodek Wczasowy Zarządu Głównego ZZ Pracowników Prasy, Książki, Radia i Telewizji [600 metrów od granicy z ówczesnym ZSRR]. Był miejscem Internowania kobiet od 6.01.82 do 24.07.1982.  Formalnie Ośrodek Internowania utworzono 9.01.1982, a pierwszy transport (z ok.50) z kobietami trafił tu, już 6.01.1982 z ZK w Ostródzie. W sumie, były tam umieszczone 392 kobiety.. Przetrzymywano głównie działaczki „S” (najwięcej, bo ponad 110, także KOR, KPN i WZZ)/. Ostatnie 24 kobiety opuściły Ośrodek 24.07.1982, a wydarzenie to, filmowała TV NBC; – po minięciu szlabanu internowane rozwinęły ukryte flagi narodowe i transparent z napisem „Solidarność”. Kilka z nich  udzieliło NBC wywiadów.

Żadna z kobiet w transporcie do Goldapi, nie była informowana o miejscu docelowym. A podróż trwająca wiele godzin – w dodatku na wschód, którego kierunek wskazywało słońce – wywoływało huśtawkę nastrojów, jakiej doświadczyły, zwłaszcza że w „obiegu“ funkcjonowało przeświadczenie wywózek do Rosji. Mieli w tym swój udział funkcjonariusze, eskortujący internowanych, którzy w ten niewybredny sposób, traktowali „wrogi element“. – „Dali prowiant na dwie doby: bochenek starego chleba, kawałek słoniny i dwie cebule. Dokąd jedziemy? – pytałyśmy. – „Do Estonii“.(98)

Halina MIKOŁAJSKA.(99)
„Metalowa skrzynia bez okien. Pojazd widmowy, w którym wymioty zaczynają się mniej więcej po godzinie jazdy. Pudło z metalową ścianką, dzielącą je, na dwa przedziały, tak wąskie, że osoby siedzące naprzeciw siebie, nie mieszczą kolan, muszą się więc wzajemnie zaklinować. Twarde ławeczki, również wąziutkie. Siedzi się na czubku tyłka, na kości ogonowej, pojazd jest nieresorowany“.(100)

Małgorzata BARTYZEL (2).
– Kiedy i w jakich okolicznościach zostały panie powiadomione o kolejnych przenosinach. Tym razem do Gołdapi?  
– W połowie stycznia, bez uprzedzenia, ani wskazania miejsca. Jak już byliśmy blisko, to powtarzały się sceny z pierwszej nocy (13  grudnia 1981r) tj., zatrzymywania się na odludziu, scenki z bronią, a przed samą Gołdapią mówiono, że za chwilę będziemy przekraczać granicę z ZSRR. Agnieszka Romaszewska, jak tylko było miejsce ludne i znalazła jakąś szparę, to wyrzucała karteczki w nadziei, że może ktoś znajdzie i odczyta, którędy nas wiozą, bo gdzie, nie wiedziałyśmy.
– Czy to był przypadek, że została pani wybrana do rozmowy z ojcem Miecznikowskim?
– Nie. Ojciec Miecznikowski był już w Olszynce Grochowskiej u mnie, na rozmowie, a potem w Gołdapi, przyjechał do wszystkich. Zgodzili się na jedną, a mnie znał.
– Czy strażniczka powiadomiła panią wcześniej z kim będzie widzenie?
– Tak, wtedy tak. Nazbierałam garść grypsów.
– W jakim pomieszczeniu ta rozmowa się odbyła? Jaka to była pora dnia?
– W rozmównicy, chyba koło południa. Rozmowa odbyła się pod czujnym okiem strażniczki na siedząco, ale uściskaliśmy się serdecznie,  no i dowiedziałam się, gdzie jest mój mąż.
– Czy Ojciec pytał o inne internowane kobiety?
– Pytał o wszystkie, ale strażniczka sprowadziła rozmowę na mnie, potem już była jakby uśpiona. Pytał o
stan zdrowia. Listę kobiet internowanych dostał w grypsach i informacje o kobietach w ciąży, posiadające dzieci i chore.
– Z tego wynika, że była pani już wcześniej przygotowana na takie odwiedziny. Gdzie pani ukryła te grypsy? Nie była pani rewidowana?
– Przygotowane byłyśmy na każdy moment. Nie byłam rewidowana, ale byłam przygotowana, że tak może być. Miałam je w podwiniętym rękawie. To były ciasno zwinięte karteczki, zapisane bardzo drobniutkim maczkiem. Dziś bez okularów nie przeczytam. Podałam je ojcu w uścisku z rękawa do rękawa.
– Jak długo trwała ta rozmowa? I czy w jej trakcie, była modlitwa, spowiedź?
– Modlitwa tak, spowiedź nie. Ta rozmowa trwała mniej niż pół godziny, pod rygorem, że jeśli ją przedłużymy, to odbiorą mi widzenie z rodziną.
– W jaki sposób ojciec Miecznikowski zwracał się do Pani?
– Małgosiu, ciepło i serdecznie.
– Czy były przypadki porodu?
– Porodu nie. Poronienia tak, po ciąży, którą lekarz uznał za nieistniejącą. A skutkiem pobytu w Gołdapi, było moje poronienie.(101)
***
[…]. Internowane kobiety witała funkcjonariuszka, informując o zasadach obowiązujących w Ośrodku.
– „Zakazuje się otwieranie okien, w razie podjęcia próby otwarcia okien, żołnierze mają rozkaz strzelać…“. Początkowo okna i drzwi były pozbawione klamek. Okna, oraz wyjścia na balkony i tarasy, były pozabijane gwoźdźmi. Każde piętro było oddzielone zamykanymi na noc drzwiami…
Spacery, odbywały się jedynie na dwóch tarasach:- nad pomieszczeniem przeznaczonym na kawiarnię i stołówką. Nikt wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak twardy jest beton. Wynikało to stąd, że nie pozwolono nam chodzić „po ziemi“. Już na przełomie maja i czerwca zaczęła się rozwijać nieznana przypadłość. Spośród tych, które były internowane najdłużej, co i rusz któraś z kobiet lądowała w gipsie. Okazało się, że to reakcja stawów na długotrwałe przebywanie w zamknięciu i chodzeniem po betonie… Ziemia zdawała się tak miękka, iż miało się wrażenie zapadania w bagno po same uszy. Nawet na chodniku, chodziło się z ugiętymi nogami. Ten stan, utrzymywał się w moim wypadku, jeszcze przez miesiąc po wyjściu z Ośrodka […].(102).
[Pozbawiona pracy w latach 1982-1987. Otrzymała ją w Kaliszu 1987r].

Dr Maria DMOCHOWSKA (2).
…Funkcjonariusze „SB“ zjeżdżali z całej Polski, aby nakłonić kobiety do podpisywania „lojalek“. Rozmowy odbywały się w pokoju z tabliczką „POKOJÓWKA“. Podczas rozmowy, funkcjonariusze SB nadmie-niali matkom małych dzieci, że synek lub córka moczą się w nocy i z tęsknoty jąkają się, a starsze dzieci nie uczą się. Mężowie znajdują pocieszenie u innych kobiet, a studentkom – że nie wrócą już na studia. Sięgano po takie metody, jak sfałszowany telegram, który dostała jedna z internowanych kobiet, że mąż odchodzi od niej z dziećmi. Do szczególnie dramatycznej sytuacji doszło 12 lutego, gdy do Ośrodka dotarła informacja, że Halinie Galińskiej ze Szczecina, zmarł syn.
Udzielenie przepustki na pogrzeb, szczecińska SB uzależniła od podpisania przez nią „lojalki“. Odmówiła. Pozostałe internowane kobiety, podjęły głodówkę.(103). Jeśli któraś z internowanych kobiet była chora i nie miała swoich leków, to zwracałam się do dwóch lekarzy miejscowych, ze szpitala MSW, którzy do Godapi przyjeżdżali i bez problemu wypisywali leki, o które prosiłam. Byłam zawodowo wyżej od nich, specjalistą drugiego stopnia z doktoratem. Oni zawsze uwzględniali moje sugestie. A jeśli chciałam takie  pospolite leki, typu „Antygrypina“, czy coś podobnego, to zwracałam się do szefowej ambolatorium.
 To była ubeczka, oficer „SB“, ze Szpitala w Olsztynie – tak przynajmniej mówiono. I ona, też to realizowała.(104) W Gołdapi, były bardzo przykre represje psychiczne u niektórych kobiet, np. znana koleżanka Halina Galińska ze Szczecina, której syn popełnił samobójstwo, kazali jej podpisać „lojalkę“, przed wyjazdem na  pogrzeb. Odpowiedziała, że nie podpisze. To nie pozwolili jej wyjechać na pogrzeb. No, to myśmy zarządziły, że zrobimy głodówkę i protest. Natychmiast ją puścili. I myśmy się zebrały, żeby zebrać pieniądze, aby z Gołdapi mogła dojechać taksówką do Szczecina, dlatego, że to już było późno, przed pogrzebem. No i ona pojechała do tego Szczecina, dostała chyba tydzień przerwy w odbywaniu Internowania. Czy ona wróciła do Gołdapi, czy nie, to już tego nie pamiętam. I to była właściwie największa, najważniejsza represja, zresztą bardzo poważna, która się zdarzyła.
Poza tym przyjeżdżali nasi ubecy, którzy nas prowadzili. Do warszawianek i innych także. I oczywiście proponowali „lojalki“, czymś tam straszyli. Młodym dziewczynom mówili, że jak ona tu jest, to mąż lata gdzieś poza domem. Takie normalne ubeckie nękanie. Ale my byłyśmy na to bardzo odporne, pomagałyśmy koleżankom. Ja też miałam różne nękania psychiczne, dość poważne. Jak się zrobił „okrągły stół“, przestałam się udzielać charytatywnie, gdyż zajęłam się polityką. Kościół diecezjalny, nie pchał się w  Polsce specjalnie do pomocy, tylko zakonny. (105)    

Dr Elżbieta SEFEROWICZ(106)
25.VI.1982r., sporządziła raport o stanie zdrowia kobiet internowanych w Gołdapi, który został przemycony i dostarczony do Polskiego Episkopatu i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Oprócz sentencji, że decyzję o leczeniu nie podejmowali lekarze, a funkcjonariusze resortu MSW, był spis kobiet z chorobami serca, nerek, nadciśnieniem, wrzodami żołądka i dwunastnicy, nerwicy i depresji [ został też uwzględniony przypadek kobiety z podejrzeniem guza mózgu i chorej z blokadą kamiczną nerki, ze wskazaniem operacyjnym], które winne być natychmiast zwolnione z internowania w celu leczenia w specjalistycznych jednostkach służby zdrowia.
W piśmie tym, wskazała na przebywanie w Ośrodku matek wychowujących dzieci do lat szesnastu. Tylko wśród 66 kobiet internowanych po 1.V.1982r, znajdowało się się 19. matek, wychowujących dzieci do lat 16, w tym 4. wychowujące samotnie dzieci.(107)
Na skutek tego raportu, przybyła delegacja Międzynarodowego Czerwonego Krzyża [wśród nich lekarze], która po zbadaniu sytuacji na miejscu, zostawiła zalecenia, potwierdzające fakty medyczne, opisane przez dr Elżbietę Seferowicz. Naczelnik Ośrodka, przesłał te zalecenia poszczególnym komendantom wojewódzkim MO, ze skutkiem zwolnienia tylko dwóch kobiet.(108).
Nie wiadomo, ile kobiet internowanych w Gołdapi współpracowało z SB, ale takie osoby były. Nawet swoją agentkę w osobie Wandy Folejewskiej „Ewa“, członkinię ZR Pojezierze NSZZ „Solidarność“, „internowano“ na trzy tygodnie do Ośrodka w Gołdapi, ale nie zdobyła zaufania i ją „odwołano“.(109) Miejsce uprzednio zaplanowanym do internowania kobiet, był Zakład Karny w Bydgoszczy – Fordonie, ale w końcu uznano, że względów propagandowych, należałoby wyznaczyć „łagodniejsze“ warunki.
Wybór padł na trzykondygnacyjny Ośrodek Wczasowy, Zarządu Głównego Związku Zawodowego Pracowników Prasy, Książki, Radia i Telewizji w Gołdapi, oddalony 3,5 km od Gołdapi i 600 metrów od granicy państwa. Wkomponowany  w kompleks leśny Puszczy Rominckiej z 75 pokojami trzyosobowymi, dla 225 osób. Ośrodek miał jedną wadę: – nie był ogrodzony, a teren wokół niego, nie był oświetlony. Oceniono, że do ochrony wewnętrznej wystarczy 17. funkcjonariuszy Służby Więziennej z OZZK w Olsztynie, a do zewnętrznej, zaprawieni w służbie wartowniczej żołnierze z Podlasko-Mazurskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP) z Białymstoku. W liczbie 34.(110) 
W styczniu 1982r., skierowano dodatkowo dwudziestu funkcjonariuszy, w tym: wiele pracownic tego resortu. 16 stycznia zmilitaryzowano ten Ośrodek, co oznaczało, że pracownicy cywilni, kucharki, palacze, magazynierzy itp., podlegali przepisom wojskowym.(111). Pierwszy transport Internowanych kobiet, dotarł 6 stycznia. Największą grupę stanowiły działaczki NSZZ „Solidarność“, ale także z KOR, KPN i WZZ. Najstarsza liczyła 63 lata, najmłodsza 19.(112).

Ojciec Miecznikowski tylko raz, został wpuszczony na teren Gołdapi i rozmawiał z Internowanymi  kobietami. Ale też skontaktował się z tamtejszym kapelanem i też mu pewne rzeczy przekazał.     Żołnierzom, a także kolejnym ich zmianom zapowiadano, że będą pilnować kryminalistek, Żydówek, terrorystek, prostytutek i złodziejek. Żołnierze byli zakwaterowani w namiotach. W nich jedli, spali i odpoczywali, a służbę odbywali na otwartej przestrzeni, co w połączeniu z dużymi mrozami stycznia 1982r, daje obraz bardzo ciężkich warunków ich służby. Trudno więc się dziwić, że z rozżaleniem patrzyli na warunki, w jakich przetrzymywano internowane kobiety. Początkowo nie mogli zrozumieć, dlaczego te “kryminalistki i prostytutki”, mają tak dobrze, szczególnie w porównaniu z nimi.[…]. Internowane nie pozostały im dłużne – rzucały żołnierzom kanapki, owoce, słodycze i papierosy.[…]. Te kontakty z żołnierzami nie uszły uwadze funkcjonariuszom SB, rezydującym w Ośrodku. Kapitan [Jan]Okrągły, informował dowództwo wojskowe o tej nagannej sytuacji. Np. 10 czerwca funkcjonariuszka SW [Służby Więziennej], znalazła w pokoju Anny Walentynowicz gryps: “Pani Walentynowicz, my o Pani sprawie pamiętamy – żołnierze”. […].
Internowane w Godapi, cały czas zdawały sobie sprawę z propagandowego celu umieszczenia ich w tym miejscu. Kamery telewizyjne rejestrowały warunki, w jakich były przetrzymywane, filmowano także bagaże zwalnianych z Ośrodka, aby pokazać, jak się “wzbogaciły” na zagranicznej pomocy dla internowanych.[…]. Materiały, na temat OO [Ośrodka odosobnienia] w Gołdapi, jakie emitowała telewizja, publikowała prasa. Miały pokazać polskiej i ogólnoświatowej opinii publicznej, oficjalny obraz warunków panujących w Ośrodku. Pokazywały “złotą klatkę”, w której zostały zamknięte “nieprzystosowane do życia w społeczeństwie degeneratki “ .
Klasycznym przykładem takiego materiału, jest tekst autorstwa literata i dziennikarza Dionizego Sidorskiego, opublikowany w “Gazecie Współczesnej”. Sidorski pojechał do Gołdapi, gdyż, jak sam stwierdził, „tyle niestworzonych rzeczy ludzie o tym wygadują, warto zobaczyć jak tam jest naprawdę”.[…]. Według niego, internowane przebywały w Gołdapi prawie że na własne życzenie […], “… nie kwapią się do wyjścia.[…]. Tu żyją w luksusie i […] w aureoli bohaterów narodowych”.
Dziennikarz opisał szczegółowo wyposażenie Ośrodka, które ocenił następująco: „Standard wyższy niż na przykład w orbisowskim hotelu <<Solec>> w Warszawie […], za blisko 600 zł za dobę”.
Spotkania Internowanych z duchownymi i odprawiane dla nich Msze św. przedstawił, jako seanse „nienawiści i śmierci”, aby potem Internowane, „udały się do swoich pokoi, by w poczuciu tryumfu pokosztować przywiezionych im przez księży zagranicznych darów”. Darów tych, według Sidorskiego, było tyle, że „wiele kobiet utyło”, a zwolnione internowane „opuszczają ośrodek z pełnymi walizami, które ledwo mogą donieść do szlabanu”.[…].(113)      

Z.K. w ŁOWICZU.
Paweł SPODENKIEWICZ
(2).
/Zakład Karny, ok.70 km od Łodzi. Jego początki sięgają roku 1974. Na leżących na obrzeżach miasta terenach kolejowych, zlokalizowano Ośrodek Zewnętrzny Aresztu Śledczego w Łodzi. Osadzeni w nim mężczyźni, mieli pracować na rzecz PKP. Mieszkając w kolejowych barakach, budowali więzienne mury. Zakład penitencjarny, usamodzielnił się w 1977 roku. Z zewnątrz, łowickie więzienie przypomina małą fortecę. Równomiernie rozmieszczone wieżyczki wartownicze, wysokie mury oraz na głucho zamknięta potężna brama. W PRL-u, była to ostatnia wielka inwestycja w Łowiczu i aby więzienie nie mieściło się na końcu ulicy Lenina – i nie miało negatywnych skojarzeń – przemianowano ją na ulicę Wiejską./

…W styczniu 1982r przetransportowano nas do Zakładu Karnego w Łowiczu.  Pawilony parterowe, cienkie ściany, betonowa podłoga, budynek z pustaków. Tam to dopiero było zimno.
Więźniowie kryminalni, którzy dostarczali np. obiady w kotłach, zagadywali Internowanych, próbowali nawiązać kontakt. Był pośród nich fryzjer. Mieliśmy cynk od innych więźniów, aby mieć na niego „oko“ – albo na naprawiającego kaloryfery. W celi, co kilka godzin zapalano światło kontrolnie. Przez „Judasza“, ktoś zaglądał. Powodowało to wybudzenie. I po następnych dwóch godzinach, kolejne światło w celi [„żarówa“ u sufitu]. Wszystko śmierdziało – mieszał się pot ze stęchlizną. Dostaliśmy szare koszule, sznurowane i drelichy. A proszek, w którym były prane, drażnił skórę. Więźniowie polityczni, mieli jeszcze kurtki – szarobeżowe z napisem „ZK“, na kołnierzach. Na te koszule, nakładaliśmy swetry i to, co kto miał. Po przywiezieniu nas do ZK w Łowiczu, major Przybysz [Kazimierz, Z-ca Naczelnika], przedstawił nam regulamin, jaki w tym więzieniu obowiązuje. Zapowiedział zasady i reżim, jaki będzie obowiązywał. Staliśmy pod ścianą na korytarzu, kiedy do nas przemawiał. Był nieprzyjemny. Powiedziałem wtedy:- „My jesteśmy więźniami politycznymi i nie będziecie nas w żadne drelichy więzienne ubierać“.
Od razu wzięli mnie w obroty. Zabrali do pustej celi, gdzie na siłę, ostrzygli – miałem długie włosy. Był potężny strażnik, nazywany „Piciwara“. Przybliżył swoją tłustą twarz do mojej mówiąc:- „Co ty tutaj… podskakujesz? Chcesz dostać w pysk!“.
Nie odzywałem się podczas tego strzyżenia, bo widziałem, że tylko na to czeka, aby mnie uderzyć. Miałem instynkt samozachowawczy. A potem wrzucili mnie do izolatki, na parę dni. Izolatka – to najwspanialsza rzecz. W celi zagęszczenie w towarzystwie 8-10 osób, a ta izolatka, była taką oazą „komfortu“. W ciszy i spokoju mogłem się położyć, Izolatka była nazywana “tygrysówką“. Była zwykłą, małą celą z pryczą, tylko że miała dodatkową siatkę na oknie i między drzwiami celi, a samą celą – kratę. Skojarzenie z klatką tygrysa, stąd prawdopodobna jej nazwa.
W ZK w Łowiczu było nas na początku 10-12 osób w celi, a potem był standard 8. osób [nr celi 215]. Kraty w oknach, budynek z prefabrykatów. W kołchoźniku nie było zapowiedzi o posiłkach, ale leciała  cały czas muzyka. Ktoś w radiowęźle przełączał na inne fale, jak mu nie odpowiadała muzyka. Np. był zapowiedziany koncert Milesa Davisa. Zarówno ja, jak i moi koledzy uradowani, że będziemy mogli wysłuchać koncertu, rozłożyliśmy się wygodnie na pryczach, ale gdy tylko odezwała się trąbka, niewidoczny „operator“, przełączył na inną stację. Przy najbliższej sposobności spytaliśmy o to „operatora“, dlaczego to zrobił. Usłyszeliśmy:- „Gdy leci taka muzyka, to więźniowie kryminalni walą stołkami w drzwi“.
Pobudka  o godz 7:00: – Wszyscy musieliśmy stać przy pryczach i jedna osoba miała  meldować:– „Stan celi ośmiu, obecnych ośmiu“. A potem Witek Sułkowski (poeta) wymyślił taką formułę, która upowszechniła się podczas meldunku:- „Jako chorzy“. Nie wszystkim chciało się tak wcześnie wstawać. A później tylko jedna osoba wstawała – a inni spali – i meldowała:- „Stan celi ośmiu. Siedmiu, jako chorzy“.
Opieka lekarska:- koszmarna. Lekarz przychodził co jakiś czas i trzeba było czekać na przyjęcie do tego lekarza. Tak było z dentystą, który przychodził raz w tygodniu. Rozbolał mnie ząb w środę po południu,  a lekarz był tego dnia rano i musiałem cały tydzień czekać. Dentysta konował. Kiedy poszedłem do niego, cały korytarz był wypełniony więźniami. Pomyślałem sobie, że do północy będę czekał na przyjęcie. A tu raz, dwa. Każdy więzień wychodzi lekko zakrwawiony. Wchodzę, przedstawiam swój problem, a dentysta mi mówi:- „Ja nie leczę zębów, ja wyrywam“.
Ubłagałem go, aby mi ten ząb wyleczył, ale go spartolił i później go straciłem. Wszedł do celi major Przybysz, a Zbigniew Sekulski siedział na stole. Major Przybysz:- „Gdy do Pana przychodzą goście, to też pan siedzi na stole?“. A Sekulski wziąwszy miskę więzienną, taką jak dla psa, odpowiedział: – „Gdy do pana przychodzą goście, to podaje im pan jedzenie w takiej misce?
Ta odpowiedź rozwścieczyła majora, zaraz go wzięto na bok. Samego pobicia nikt nie widział, wzięli go do innej celi. Dopiero po pobiciu i po izolatce, Sekulski trafił do naszej celi i rzępolił na gitarze. Grał cały czas jeden i ten sam utwór na okrągło. Śpiewał przy tym: – „Wybacz charakter pisma, maszynę mi też zabrali…Wybacz charakter pisma, maszynę mi też zabrali…“.
Zachowanie Strażników ewaluowało, stawali się coraz bardziej łagodni – pojednawczy, od tego incydentu z Sekulskim. Być może spowodował to ojciec Miecznikowski. Major Przybysz był kompletnie omotany przez tego zakonnika. Zwłaszcza od momentu, kiedy ojciec Miecznikowski pojechał do majora do szpitala, który uległ wypadkowi. Prowadził „Żuka“, jadąc po dostawę mięsa, którego nie dostarczono na czas do więzienia. Pojechał sam, co nie było mu wolno zrobić. Zderzył się z innym samochodem. Był w stanie ciężkim. To był człowiek, dla którego kontakt z osobą duchowną był bardzo ważny. Szacunek, respekt. Do służby więziennej trafiali mężczyźni z okolicznych wiosek. Był to rodzaj awansu społecznego. Wszyscy strażnicy w ZK Łowicz, byli rolnikami. Major Przybysz też pochodził ze wsi, stąd ta wiara. Myślę też, że na jego zmianę mogły wpłynąć i takie okoliczności, jak został wymieniony z nazwiska w Radiu Wolna Europa. Sąsiedzi się o nim dowiedzieli i życie dla niego było od tego momentu trudne. Nawet na zwyczajowe „Dzień dobry“, mało kto mu odpowiadał. Ojciec Miecznikowski odwiedzał go kilkakrotnie w szpitalu. Podarował mu Biblię i przynosił paczki z żywnością, owocami. Major Przybysz zaczął się powoli zmieniać. Ojciec potrafił trafić do ludzi.
Dostawałem „Oświadczenie“ do podpisania, czyli „lojalkę“, słysząc za każdym razem to samo uzasadnienie, wypowiedziane przez funkcjonariusza „SB“; “ Ma pan okazję wcześniej wyjść, ale jak podpisze pan takie zobowiązanie“. Od razu wychodziłem z pomieszczenia w ogóle się nie odzywając.
Była kwestia opieki nad synkiem. Do pewnego momentu, opiekowali się nim, moi rodzice. Ale oni byli poddawani naciskom bezpieki. Z całą pewnością i pod wpływem tych działań, kiedyś podczas „widzenia“ powiedzieli:- „…Muszę podpisać “deklarację lojalności”, bo oni nie są w stanie opiekować się moim synem“. Wynikało to z presji nachodzenia ich przez SB. Pojawił się poważny problem: – moralny. Powie-działem, że tego nie podpiszę. I obraziłem się na rodziców, że coś takiego mi zaproponowali. Nawet po wyjściu z więzienia, przez rok z nimi nie rozmawiałem. Potem zrozumiałem, że byli pod presją. Rozmowa ta, odbyła się w publicznej rozmównicy. Były i inne rodziny. O tym powiedział mi mój ojciec. To była jego inicjatywa. Kiedy odmówiłem, moja teściowa zajęła się wychowaniem Tomka. Ojciec Miecznikowski zorganizował wtedy pomoc w postaci bardzo przemiłej pani dr Ireny Łabiszewskiej, obecnie zatrudnionej w Bibliotece Uniwersyteckiej…
***
Kiedyś pani Spodenkiewicz poprosiła mnie, abym wpłynęła na ojca Miecznikowskiego, aby Paweł  podpisał jakiś dokument. Jej było bardzo trudno i chciała, aby mąż jak najszybciej wrócił do domu.  Oczywiście do tego nie doszło. Ojciec Miecznikowski dość gwałtownie zareagował:- „Absolutnie, nie mam zamiaru wywierać żadnego nacisku!”. Moja rozmowa z Ojcem odbyła się w Ośrodku, w „cztery oczy”.[…](114)
***                                                                         
…Kolejny raz spotkałem się z o.Miecznikowskim w celi więzienia. Podziękowałem mu za pomoc, jaką udzielił moim dzieciom [żona urodziła córkę w marcu]. Ojciec Miecznikowski odpowiedział:- „Ależ, nic wielkiego, że wam pomagamy. To wy, więcej zrobiliście, narażając się“. Były bardzo ciepłe stosunki pomiędzy Ojcem a Internowanymi. Jeżeli ktoś chciał coś przekazać, to podczas spowiedzi lub pod pozorem spowiedzi.
Wizyta „ Polskiego Czerwonego Krzyża“. Wspominam ją, jako bardzo nieprzyjemną. Były trzy kobiety. Wchodzi jedna i mówi:-„Oj, jak tu brudno. Czy wy w ogóle tutaj nic nie czyścicie?“. A kolega odpowie-dział:- „Nie czyścimy, bo nie brudzimy“.
Nie wyglądała na działaczkę charytatywną. To były pozory w dostarczaniu pomocy z ich strony, niby sprawdzały jakie są warunki, ale nic z tego potem nie wyniknęło. Ze „Szwajcarskiego Czerwonego Krzyża“ – przywieźli środki czystości. Także maszynki do golenia „Gillette“, które się odchylały. Oprowadzał ich po celach Piotr Bikont. W dzień przed wizytą, zrobiono we wszystkich celach parawany przed sedesem.(115)

***
/Źródło: AIPN Ld Pf86/14 t2.karta: 92

___________________________________________

(38) Wojciech Hempel – Bezpłatny dodatek z okazji 40.Rocznicy Powstania Solidarności “DZIENNIK ŁÓDZKI 28/08/2020.
(39) „Stan wojenny w Polsce. Kalendarium wydarzeń 13.XII.1981-31.XII.1982.Warszawa 1999, s.7.
(40) Nieco inny wykaz ośrodków można znaleźć w publikacji „Dziennik interniowanego. Grudzień 1981-grudzień 1982, Gdańsk-Warszawa 1989, s.258-259 A.Drzycimski i A.Kinaszewski (ps.Jan Mur).
(41) Gabriel Meretik “Noc Generała”. str.21.
(42) Ibidem- G.M.str.32.
(43) Ibidem- G.M.str.37.
(44) proklamacja WRON „Trybuna Ludu” 13.XII 1981. str.1.
(45) A.Paczkowski. Wojna polsko-jaruzelska. Stan wojenny w Polsce 13.XII.1981-22.VII.1983. Warszawa 2007, s.101-103 i Stan wojenny w dokumentach władz PRL 1980-1983, opr. B.Konopka, G.Majchrzak, Warszawa 2001, s.65-66.
(46) Raport z działalności sztabu MSW w ramach operacji „Lato 80” w okresie od 16 sierpnia 1980 roku do 30 kwietnia 1982 roku .MSW nr 610, s,52-53 – AUOP.
(47) prof.Andrzej Paczkowski, Pół wieku Dziejów Polski, PWN, 2006, s.513-517.
(48) Ibidem:...MSW nr 610, s.64 – AUOP.
(49) Ibidem: ...MSW nr 610,załącznik nr 54 – AUOP.
(50) Prof.Andrzej Paczkowski, Pół wieku Dziejów Polski, PWN, 2006, s.513-517.
(51) L.Wałęsa, Droga nadziei.Wydawnictwo Znak.1989, s.246.
(52) AAJ KPRM, URM, Gabinet Wojciecha Jaruzelskiego, 1.4/8, mikrofisza.
(53) Ibidem: 1.4/8, mikrofisza./ „Newsweek“ 10.12.2012r.
(54) Raport pułkownika Iwańca, „Przegląd Tygodniowy”, 13 I 1995, nr 2/.
(55)Tomasz Kozłowski – historyk, pracownik BEP IPN, współautor (z Grzegorzem Majchrzakiem) książki „Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu“. (2012).
(56) Ibidem- G.M. str.188
(57) Ibidem: B.S. i D.W.
(58) Kopka, Majchrzak, Stan wojenny w dokumentach PRL, s.50./L.dz.AB-IX-002193/81.
(59) Ibidem: s.15./ A. Paczkowski, Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski, Kraków 1999, s.90.
(60) Ibidem: s.16./ A. Mokrzyszewski, Społeczna ocena władzy i “Solidarności” [w:] Polacy '81. Postrzeganie kryzysu i konfliktu, pod red. W. Adamskiego, Warszawa 1996. Zob. dok. nr 5 i 6.
(61)„Biuletyn Łódzki“(nr 11-12). Włodzimierz Domagalski. str.19. Wydawnictwo Inicjał 3. 2006.
(62) Ibidem. Kopka, Majchrzak, Stan wojenny..., s.14.// Cyt. L. Kowalski, narodziny stanu wojennego “Arka” 1993, nr 48, s.176.
(63)“Głos Robotniczy”: z 17.XII.1981. Str.1.
(64)“Głos Robotniczy”: z 21.XII.1981r. Nr. 253 str.4.
(65) AIPN Łd,pf 86/21, t.12,k.27, 87.
(66) Od 1969-1970r. oficer w Łódzkiej Komendzie Straży Pożarnej, 1973-1981 komendant ochrony przeciwpożarowej w Fabryce Transformatorów i Aparatury Trakcyjnej „Elta” w Łodzi. Od połowy l. 60. związany z duszpasterstwem akademickim przy kościele oo.Jezuitów w Łodzi. 1968-1970 w konspiracyjnej organizacji niepodległościowej „Ruch”. Od 1977r., uczestnik ROPCiO. Współorganizator „S” w miejscu pracy [„ELTA”], członek Prezydium NSZZ "Solidarność" Regionu Ziemi Łódzkiej. Od V 1981 delegat na I. Walnym Zebraniu Delegatów Regionu Ziemia Łódzka. Od VI 1981 członek Prezydium Zarządu Regionalnego. We wrześniu i listopadzie 1981r delegat na I. Krajowy Zjazd Delegatów. Ukrywając się w stanie wojennym przewodniczył strukturze podziemnej: Tajny Tymczasowy Zarząd Regionu Ziemi Łódzkiej. Wyjście Janusza Kenica. z podziemia (by chronić go przed niejawnymi naciskami SB), ogłosił o.Miecznikowski publicznie, w grudniu roku 1982r. A po tym, jak nie mógł znaleźć pracy, nawet fizycznej (ostatecznie zatrudniono go przy budowie kościoła na Retkini), od 1983-1996 na emigracji w Szwecji. Po powrocie do Polski prywatny przedsiębiorca.
(67) Relacja w dn.26.II.2013r.
(68) Pracownica“Telekomunikacji” w Łodzi, w latach 1980-2000.
(69) Relacja w dn. 14.IV.2013r..
(70) Kopka, Majchrzak, Stan wojenny w dokumentach PRL, s.24.
(71) W stanie wojennym..., s. 8/5.
(72)W latach 77-80 współpracowała z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela w Łodzi (odpowiedzialna za kontakty ze środowiskiem warszawskim (Andrzej Czuma, Leszek Moczulski) i lubelskim (o.Ludwik Wiśniewski). Przygotowywała do druku ulotki oraz pismo "Bratniak", kolportowała pisma ulotne KOR-u, ROPCiO, KPN. W latach 80-81 pracownik etatowy Biura Prasowego Zarządu NSZZ "S" Regionu Ziemi Łódzkiej. W latach '81-85 z inicjatywy ojca Stefana Miecznikowskiego organizowała - w ramach Ośrodka Pomocy Więzionym i Internowanym przy Duszpasterstwie Środowisk Twórczych (parafia ojców jezuitów) - pomoc represjonowanym w zakresie material-nym, prawnym, medycznym, a także organizowanie im odpoczynku. Tamże współorganizowała spotkania m.in. z ks.Józefem Tischnerem, Andrzejem Wajdą, Jerzym Turowiczem, Andrzejem Wielowiejskim. Od '81 inwigilowana. W styczniu '82, przesłuchiwana na Komendzie Wojewódzkiej MO (Lutomierska), w maju '83, zatrzymana na kilka godzin i zrewidowana./Noty biograficzne Łodzian/
(73) Relacja z 11.02.2014r.
(74) AIPN Ld_ pf _88/3 t.4 k.310. Stempel w nagłówku nieczytelny i także podpis mjr.mgr.Czesława Pędzieszczaka Naczelnika Wydziału V.
(75) Kopka, Majchrzak, Stan wojenny w dokumentach PRL, s.282.
(76)“Głos Robotniczy”, z dn.16.XII.1981r, str 5.
(77) Komunikat Prezesa NBP, „Trybuna Ludu”, 14 XII 1981.
(78) M.Fuszara, Prawne aspekty reglamentacji..., s.120; J.Kaliński, Z.Landau, Gospodarka Polski w XX wieku, Warszawa 1999, s.347.
(79) M.Fuszara, Patologia systemu reglamentacji [w:] Umowa o kartki, red. J. Kurczewski, Warszawa 2004,s.117 i 183.
(80) R.Terlecki, Wojenna codzienność..., s. 370; J. Muszyńska, A. Osiak, D. Wojtera, Obraz codzienności w prasie stanu wojennego..., s.131. Po zniesieniu reglamentacji, „Życie Warszawy”, 28 VI 1983; J. Muszyńska, A. Osiak, D. Wojtera, Obraz codzienności w prasie stanu wojennego..., s.132.
(81) O życiu codziennym w PRL z Antonim Dudkiem, Zdzisławem Zblewskim i Marcinem Zarembą rozmawia Barbara Polak, „Biuletyn IPN” 2003, nr 2, s. 24.
(82) H.Komorowska, Musisz wiedzieć..., s.122.
(83) M.Lipińska, „Trzeba mieć zdrowie, żeby się leczyć”, „Stolica”, 9 V 1982, nr 8; Sprzęt medyczny ważny jak leki, 8 VIII 1982, nr 21.,APW Otwock, UM Ząbki, 56, Protokół posiedzenia Miejskiego Sztabu Operacyjnego w Ząbkach w dniu 4 I 1982 r., k. 9.
(84) (ur.1955-zm.2016).Po filologii polskiej. W 1975 roku zbierała podpisy pod listem przeciwko zmianom w Konstytucji PRL. W 1978 roku współzakładała Ruch Młodej Polski. W 1980 roku podjęła pracę w Zarządzie Re-gionu NSZZ "Solidarność". Pracowała w redakcji "Solidarności Ziemi Łódzkiej", kierowała Łódzkim Oddziałem Biura Informacji Prasowej "Solidarności", w czasie w I Zjazdu "S" redagowała gazetę zjazdową. Internowana w okresie 13.12.1981 - 22.07.1982 w Gołdapi. Pozbawiona możliwości pracy w latach 1982-1987r. Od 1990 roku pracuje jako dziennikarka i wykłada na uczelniach wyższych. Jest członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Dzienni-karzy, Związku Artystów Scen Polskich, w latach1998 -2002 była radną Rady Miejskiej Łodzi. W 2005r. została posłanką na Sejm RP, V. kadencji z listy PiS.
(85) To stanowisko pełnił w okresie 1971-1975, a następnie w latach 1981-1983 . Od 1983 do 1989 r. był szefem Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Łodzi: kierował bezpieką na całym terenie województwa łódzkiego [w “bezpiece” od 1945 r]. Zmarł w lipcu 2014r. W III RP nominowany na generała brygady. Hołd zmarłemu oddał wówczas pełniący funkcję Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi, insp.Dariusz Banachowicz oraz generał Tadeusz Ławniczak. Pięć dni po pogrzebie Moczkowskiego, oddający mu hołd Dariusz Banachowicz, został przez prezydenta Bronisława Komorowskiego mianowany na stopień generalski - nadinspektora policji.// wg Niezalezna pl.10.09.2014, 08:52.
(86) Technik energetyk. Współpraca z KOR-em, za pośrednictwem Józefa Śreniowskiego (głównie kolportaż „Robotnika”), uczestnictwo w Ruchu Wolnych Demokratów (1978-1980) i ROPCiO (1977-1980). Sygnatariusz Karty Praw Robotniczych z Pabianic (jedyny z tego miasta) w 1979 r., członek NSZZ „Solidarność” (od 1980), członek Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania w Łodzi (1981), członek „Solidarności Walczącej” (1988-1989). Internowany 13.12.1981 do 13.12.1982 i przetrzymywany w ZK Sieradzu, ZK Łowiczu i ZK Kwidzynie, gdzie został pobity, podczas próby udzielenia pomocy nieprzytomnemu koledze. Po zwolnieniu z internowania przewodniczył lokalnej (Pabianickiej) Tajnej Komisji „S”.
(87) Relacja z dn.19.IV.2013r.
(88) Relacja Pawła Spodenkiewicza z 05.10.2012r
(89) Ibidem.
(90) Inżynier i nauczyciel. Działacz opozycji w PRL.W marcu 1968, uczestnik wieców studenckich oraz strajku na uczelni. Od 1969 działacz podziemnej organizacji „Ruch”. Uczestniczył w przygotowaniach do podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. W czerwcu 1970r, zatrzymany i tymczasowo aresztowany. 8 sierpnia 1971 skazany wyrokiem Sądu Powiatowego dla Łodzi-Śródmieścia, na karę trzech i pół roku pozbawienia wolności. Od września 1980 członek NSZZ „Solidarność”. Był delegatem na I. Walnym Zgromadzeniu Delegatów Regionu Ziemia Łódzka. W Kościele o.o.Jezuitów. Współautor listu pracowników Muzeum do Sejmu PRL z żądaniem uwolnienia łódzkich przywódców Związku. W latach 1992-1995 delegat na Walne Zgromadzenie Delegatów Regionu Ziemia Łódzka i Krajowego Zjazdu Delegatów, członek Komisji Programowych. Członek Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich oraz Towarzystwa Polsko-Japońskiego Oddziału w Łodzi. 2002-2007, wiceprezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich /Relacja z dn.18.IV.2013r/.
(91) Archeolog. Od 1969 pracownik Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. W III 1968 uczestnik jednodniowego strajku okupacyjnego na Wydziale Filozoficzno-Historycznym U.Ł. Od 1970 współorganizator corocznej
naukowej Sesji Sprawozdawczej Łódzkiego Ośrodka Archeologicznego. Od 1976 współpracownik KOR, KSS KOR. Od IX
1980 w „S”, członek Komitetu Założycielskiego, następnie Komitetu Zakładowego. Po 13 XII 1981 współorganizator
Mszy św. za Ojczyznę, niezależnych wystaw o tematyce historycznej w Kaplicy św. Krzysztofa przy Kościele o.o.Jezuitów. Współautor listu pracowników Muzeum do Sejmu PRL z żądaniem uwolnienia łódzkich przywódców Związku. W latach 1992-1995 delegat na Walne Zgromadzenie Delegatów Regionu Ziemia Łódzka i Krajowego Zjazdu Delegatów, członek
Komisji Programowych. Członek Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich oraz Towarzystwa Polsko-Japońskiego Oddziału w Łodzi. 2002-2007, wiceprezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich /Relacja z dn.18.IV.2013r/.
(92) Socjolog. Współpracownik KOR, członek NZS. Brał udział w akcji ulotkowej po zamordowaniu Stanisława Pyjasa i wiecu solidarnościowego na schodach Kościoła św. Teresy w Łodzi. Wraz z Jackiem Bartyzelem i Piotrem Amsterdamskim pracował nad projektem deklaracji łódzkiego SKS. W 1978 roku brał udział w akcji ulotkowej, informującej o akcjach przemocy milicji w Łodzi. Uczestnik strajku okupacyjnego studentów w Łodzi (21.01.1981- 18.02.1981, w trakcie którego był członkiem SKJ (Studencki Komitet Jedności) z ramienia UŁ. Nękany pozbawianiem mieszkania, ciężko pobity przez nieznanych sprawców w 1978 roku. Internowany w Łęczycy i Łowiczu (od 13.XII.1981 do 12.10.1982r). Po wyborach 1989 roku dziennikarz i autor książek o tematyce historyczno-dziennikarskiej. Od 2007r., do 2018r, pracownik „IPN“ w O/Łodzi./
(93) „Dziennik stanu wojennego“- Krzysztof Bińkowski. Opr. Robert Spałek.
(94) Lekarz.W 1980 r. współorganizowała "Solidarność" w łódzkich szpitalach. Została członkiem Międzyzakładowego
Komitetu Założycielskiego, następnie Zarządu Regionu i delegatem na I Zjazd "Solidarności". Pełniła funkcję przewodniczącej Sekcji Służby Zdrowia; opracowywała i pisała programy działania służby zdrowia. Jako jedyna z Łodzi uczestniczyła w "strajku w Sali Herbowej" w Gdańsku w listopadzie 1980 r. Była twórcą "Raportu o stanie zdrowia włókniarek". W stanie wojennym internowana 13 grudnia 1981 r. Przebywała w ośrodkach odosobnienia w Łodzi, Łęczycy, Olszynce Grochowskiej i Gołdapi do maja 1982 r. Po wyjściu z internowania, współpracowała z ośrodkiem ojca Miecznikowskiego, przy Kościele oo.Jezuitów oraz z Jerzym Dłużniewskim i Ryszardem Kostrzewą. Leczyła byłych internowanych i aresztowanych, pisząc o stanie ich zdrowia raport dla Episkopatu Polski, w latach 2006–2012. Wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, posłanka na Sejm X., oraz I. i II. kadencji. Członkini Prezydium Zarządu i Rzecznik Prasowy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.
(95) „Dekret na czarownice, czyli historia prawdziwa prozą i wierszem* o łódzkich ekstremistkach“, które nie poddały się WRON-ie. Maria Dmochowska.Wspomnienia, str.13-14 i 16.
(96) Po filologii polskiej. Absolwentka KULu. W stanie wojennym internowana w ZK.Sieradz, ZK.Olszynce Grochowskiej
(od 13.12.1981r do 18.01.82r). Po internowaniu, przygotowała materiał do "Raportu o Łodzi", pt."Próba diagnozy świadomości społecznej i kondycji środowiska Łódzkiej PWSSP" - Łódź, 1987r.
(97) Ibidem. Wspomnienia,str.30-31.
(98) “Wspomienia...”.Anna Marczyk. Nauczycielka WF. Internowana w Gołdapi od 15.XII.1981r do 29.IV.1982r.
(99) Aktorka i reżyserka. W latach 1953−1962 wykładała w Warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Od
1976 była członkinią Komitetu Obrony Robotników (KOR), a następnie Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”.
Wielokrotnie nękana przez Służbę Bezpieczeństwa, znalazła się wśród artystów, którzy nie mogli występować w Radio i w
Telewizji, a później także i w Teatrze. W okresie stanu wojennego internowana, przebywała w Jaworzu, Gołdapi i
Darłówku.
(100) Ibidem. W stanie wojennym...s.131.
(101) Ibidem.
(102) M.Bartyzel. Pierwsze śniegi – czas próby. str.45 i 47.
(103) AO, IV-55N z dn.12-20.II.1982r.
(104) Relacja z dn.15.02.2014r.
(105) Ibidem.
(106) Lekarz. Od 1972 do 1980, należała do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). We wrześniu 1980, wstąpiła
do NSZZ „Solidarność“. Zasiadała w Prezydium Sekcji Krajowej Służby Zdrowia. W stanie wojennym, internowana w
Gołdapi (od 13.12.1981 do 14.07.1982r.). W okresie 1989–1993, wchodziła w skład Krajowego i Regionalnego
Sekretariatu Ochrony Zdrowia „S”. Pełniła funkcję posła, na Sejm X. kadencji z ramienia Komitetu Obywatelskiego i
I. kadencji z listy NSZZ „Solidarność“, okręgu katowickiego, gdzie przewodniczyła Komisji Zdrowia.
(107) AIPN Bi.53/94 k.22 i 22 .
(108) AIPN Bi,53/32. s.65/.
(109) Rocznik Augustowsko-Suwalski. t.VIII. Suwałki 2008.
(110) AIPN Bi,359/9.k.8-11/.
(111) AIPN Bi.359/16.k.103].
(112) AIPN Bi.359/6/ APS,WKO 1/15/
(113) Ośrodek Odosobnienia dla Internowanych Kobiet w Gołdapi (6I-24 VII 1982r., str.33-34, 38-39).
(114) Relacja z dn. 01.02.2013r.
(115) Relacja z dn. 05.10.2012r.
(116) Ibidem.
(117) Ibidem. M.N...2013r
(118) Relacja z dn.18.11.2014r.
(119) Relacja z dn.13.IV.2013r
(120)„Pożółkłe ślady nikczemności“,„Dziennik Łódzki, 18 grudnia 2004r. Mariusz Gross, Paweł Spodenkiewicz.
(121) Gabriel Meretik “Noc Generała”, str.97.
(122) Ibidem.B.G.-G...2014r.
(123) Ibidem.K. B.(2)